Wielki Projekt i czyn SPOŁECZNY w nowej odsłonie

Sama nie wiem, czy mam się znowu tłumaczyć, czy już rozumiecie, że praca, praca, praca…:) A tej ogrom. Ciągnę ostatnio 4 duże projekty, a na dni wolne doszedł mi dodatkowy – wspaniały, bo społeczny:) Tak moi drodzy, istnieje jeszcze coś takiego jak czyn społeczny, wspaniały i bodaj jedyny pozytywny wynalazek poprzedniej epoki:) W imię tegoż czynu w zeszłym roku poznański Klub Sportowy Leśnik zrzeszający samych przednich Robin Hoodów (pisałam o tym tutaj: http://quadro-zielona-pracownia.blogspot.com/2013/09/robin-z-poznania.html) poszukiwał pilnie środków z budżetu obywatelskiego,  ale nie znalazł, a właściwie nie dostał. Ich plan budowy torów łuczniczych jako obiektu sportowego w sercu Sołacza okazał się niezbyt atrakcyjny dla Poznaniaków.  
Leśnik właściwie od czterech lat pomalutku buduje swoją nową siedzibę – ma plany na mapach i wizję w głowach. Ma też już pełnoprawnie teren pod nowe tory. I niestety stracił stare – AWF postawił nad Wartą tabliczkę „wstęp wzbroniony” i tak w imię ducha sportu i wzajemnej pomocy – wykurzył młodych Robinów. Oni i tak wchodzą – mają tam przecież swoje rzeczy, ale teraz już nie do końca legalnie. 
Toteż na gwałt niemal jest potrzeba uprzątnięcia terenu darowanego przez Miasto, a sprzątania jest, że HO, HO!!! 

Na wejściu – zielona ściana nawłoci, pokrzyw, wina i dzikiego i tego mniej…wszędobylskie liany chmielu, samosiew w ilościach masakrycznych, a między nimi dojrzałe drzewa. Nie wiedzieć czemu niektóre rosną wygięte w łuk (nomen omen!) 
Stare, owocowe drzewa, na wpół suche z niebezpiecznie pourywanymi, potężnymi konarami wiszącymi na wspomnianych winach i chmielowych linkach. 

Jeżynowe pola sięgające pasa skutecznie nie pozwalają zapuścić się wgłąb nieruchomości. W części wierzbowej, nieprzebytej, pojawiają się łany trzcin…a pod stopami mokre błotko:) W krzewach dzikich róż, czarnego bzu i przybyłych nie wiadomo skąd śnieguliczek i ligustru, a także na całości terenu tony śmieci – butelki, fiolki po lekach, odpady domowe, rury, szkło, kable, gruz…pomiędzy nimi pampersy (mniemam, że pełne) i resztki z lodówki. Od czasu do czasu śmigają szczury…Komuś za daleko było do śmietnika. 
Chłopcy, dziewczyny, chłopaki, młodzi i starsi mężczyźni, którzy 30  lat temu tak samo wydzierali teren nad Wartą – teraz często z córkami, synami, żonami czy siostrami przychodzą co weekend, popołudniami i wyrywają po kawałku ten teren, oswajają go na nowe potrzeby. 

Uzbrojeni w piłki ręczne, sekatory i siekierki kawałek po kawałku karczują teren pod czujnym okiem (moim okiem), ci posiadający mniej krzepy składują cięte pojedyncze gałązki i byliny na wysokie pryzmy, inni jeszcze w grubaśnych rękawicach, ostrożnie zbierają pozostałości po kilkunastoletnich libacjach i traktowaniu zieleni w sercu miasta niczym darmowy śmietnik, a właściwie gratowisko. Pracują na zmiany, jak tylko mogą i ile mogą, Nagroda będą kolejne tory zbudowane ich własnymi rękoma i możliwość ćwiczenia na nich siły woli, cierpliwości, oka i ręki. Leśnik po raz kolejny starał się o przyznanie pomocy z Budżetu Obywatelskiego – czy ją otrzyma – nie wiem. Wiem tylko, że niezależnie od wyniku głosowania, ci pełni pasji ludzie i ich znajomi, wciągnięci w tę nierówną walkę w końcu zbudują tory i całą ich otoczkę. Ja póki co mozolnie liczę drzewa, znaczę i typuję do wycięcia. Kiedy oczyścimy teren, usiądę  nad projektem zieleni, która ma być także edukacyjną ścieżką dla mieszczuchów:) 
Architekci, prawnicy,  geodeci, elektrycy i inni inżynierowie różnej maści i profesji (dawni uczniowie trenera Leszka i ich rodziny wciągnięte w spiralę czynienia dobra) wspomagają projekt jak umieją najlepiej – jedni za symboliczną opłatą „za paliwo” (tudzież na piwo, ale w sportowych kręgach się o tym nie gada:)), inni za „dziękuję” jeszcze inni za „reklamę”.  
A młodzi uczą się wspólnej pracy, pomagania, samodzielnego myślenia i odpowiedzialności za powierzone zadania. Praca w małych grupach i rywalizacja (o pochwałę zaledwie -albo i  aż) przywraca mi wiarę, że pokolenie smartfonów, fejsbuka i wszędobylskiej pochwały i akceptacji swoistego, pustego lansu nie jest wcale stracone i przy dobrych wiatrach i lekkim pokierowaniu we właściwą stronę osiągnie wiele – może więcej od nas:) 
Każdy pęka z dumy, że jest cząstką tego Dzieła. Ja nieskromnie również:) 
Trzymajcie za nas kciuki – razem na pewno damy radę!
Możecie „lajkować”, będzie nam niezmiernie miło:) 
Uściski wielkie!
PS. Ankha, raz jeszcze pozdrawiam:) 
PS.2 Teren musi zostać uprzątnięty, drzewa częściowo wycięte. Grunt  wyrównany i odwodniony, z ogromnym wałem ziemnym. Doprowadzona woda, elektryczność i cała reszta o której nie ma się zwykle pojęcia że jest – ma działać i już:) Zbudowana i wyposażona musi być siedziba klubu i miejsce do kulturalnych spotkań dla okolicznych mieszkańców. Trawa zasiana, teren ogrodzony siatką i żywopłotami. Chodniczki i parking będą również. Ścieżki dydaktyczne i tablice opisujące świat roślin i zwierząt współdzielących tory z Robinami. 
Maty łucznicze  i przeniesienie całego sprzętu to przy tym „małe piwo”. 
Ile czasu nam dajecie?:):):)