GOŁO i wesoło czyli sadzimy rośliny z „gołym korzeniem” i w ogóle wszystko o patykach:)

 

 

Listopad już wciska się z tym swoim porannym zimnym wiaterkiem i taką wilgotnością chłodną, przenikliwą…brrr…:) Liście niektóre jeszcze mocno trzymają się wyziębionych gałązek, inne dawno już zwolniły uścisk i poddawszy się swemu przeznaczeniu – opadły i okryły ziemię pod drzewami gruba kołderką. Byliny smętnym brązem ścielą się na łąkach. Jesień pełna gębą – łaskawa jednak w tym roku, 10 stopni na plusie to średnia temperatura listopadowa w naszym kraju.  Nocą spada, czasami nawet oszronione gałązki pokaże, ale szybko robi się przyjemnie. W tak łaskawą jesień można ze spokojem ponadrabiać zaległości ogrodowe – kto nie zdążył niechaj szybko wysadza cebule wiosennych kwiatów, kończy konserwację drewnianych elementów małej architektury ogrodowej (w słoneczne, suche dni spokojnie można pobejcować czy polakierować pergole, trejaże, kratki, ławki, huśtawki czy meble drewniane) czy też przesadzi albo wysadzi krzewy i drzewa. I to najlepiej z gołym korzeniem – czyli na wesoło:)   Dlaczego z gołym, a nie w donicy? Jaka to w ogóle różnica? Oprócz ceny oczywiście:)
Już wyjaśniam: w sprzedaży znajdziemy kilka rodzajów drzew i krzewów. Te w donicach można wysadzać niemal cały rok – mi zdarzyło się, że kupione „na wariata” na nieprzygotowane rabaty przeczekały w chłodnej i jasnej piwnicy do wiosny. Dbałam o nie, podlewałam i przeżyły. Są najbezpieczniejsze jeżeli zdarzy nam się szalony zakup, ale są i najdroższe (ziemia, donica, transport, przechowywanie – za darmo nic nie ma). I można je kupić znacznych rozmiarów – nasz złotokap ma  2 metry wysokości, przyjechał do nas w donicy  – stał kilka dni zanim przygotowaliśmy dla niego miejsce (trzeba było wyprowadzić rury z wodą i odwodnienie dachu). Dużym  pożytkiem z roślin kupowanych w donicach są…donice które po nich zostają:)  Nie muszę kupować nowych do wiosennych siewów.

 

 

Nieco tańsze są rośliny w tzw. balotach. Baloty wykonane z folii, plastiku, tworzywa celulozowo-torfowego, tektury czy juty maja za zadanie chronić korzenie rośliny przed uszkodzeniami i wysychaniem. Te raczej nie nadają się do długotrwałego przechowywania, ale niektóre w przypadku awaryjnym, można przetrzymać w cieniu i wilgoci (podłoże) kilka dni. Wiem, sprawdziłam kiedy dostałam od syna kolejną forsycję w balociku foliowym:)
www.xarchiwum.pl
Najtańsze są jednak rośliny z tzw. gołym korzeniem – w szkółkach i centrach ogrodniczych stoją wkopane w glebę, a sprzedawcy nie patyczkują się z nimi zbytnio – kiedy już wybierzemy sobie drzewko lub krzew, ostentacyjnie „wyrywają” go, zabezpieczają tekturą lub papierem i folią oraz  po krótkich wskazówkach co należy zrobić po przyjeździe do domu – pozbywają się towaru:)

 

www.archiwum.allegro.pl
My zaś najlepiej, jak mamy już przygotowany dołek pod wybrana roślinę:) Z takim zakupem nie ma bowiem mowy o 4 godzinach w galerii handlowej i dodatkowo seansie w kinie – trzeba rzeczywiście migiem do domu.
Rośliny odpakowujemy z zabezpieczeń i umieszczamy przynajmniej na godzinę w wodzie, żeby korzenie maksymalnie „napiły” się. Jeżeli mamy już dołek wykopany, możemy sobie w międzyczasie strzelić kawę:)  Jeżeli nie – wykopujemy. Korzenie zakupionej rośliny powinny swobodnie zmieścić się w dołku i jeszcze mieć solidny zapas. Na dno dołka dosypujemy trochę kompostu lub żyznej ziemi i mieszamy z tą wykopaną, tworząc kopczyk i podlewamy nasz dołek. Roślinę z gołym korzeniem wyjmujemy z pojemnika z wodą – teraz, kiedy korzenie są obmyte widzimy wszystkie niedoskonałości – usuwamy złamane i uszkodzone, a resztę skracamy o 1/3.
Korzenie rozkładamy na kopczyku i przysypujemy ziemią – nie powinniśmy umieszczać rośliny ani za wysoko, ani za nisko – idealnie na takim samym poziomie jak były posadzone wcześniej. Wyjątkiem są róże – te możemy sadzić kilka centymetrów głębiej niż miejsce ich szczepienia i właściwie od razu usypać kopczyk chroniący młodą roślinę przed mrozami i wiatrem-tak jak widzicie poniżej. O różach jeszcze będzie:)

 

Po posadzeniu i przysypaniu ziemią udeptujemy mocno glebę wokół rośliny i ponownie podlewamy. Jeżeli sadzicie drzewa, mam nadzieję, że pamiętaliście je opalikować.
Palikujemy najlepiej potrójnie, choć podwójne, czy nawet pojedyncze (jeżeli drzewo nie jest narażone na silne podmuchy wiatru) wystarczy.
Krzewów nie trzeba palikować, róż też nie:) Jeżeli chodzi o róże, to teraz jest ostatni dzwonek na  ich sadzenie. U mnie akurat mała rewolucja-robię niewielki placyk tuż przy domy (taki na dwa krzesełka i stoliczek) otoczony między innymi różami. Mam kilka krzewów różanych, sprezentowanych – więc każda inna – trzeba było o nie zadbać. Trzy dni temu skróciłam ich pędy, a same krzewy zadołowałam. Prace musiałam podzielić na raty, bo dzień się zbyt szybko kończy niestety: dziś przygotowałam stanowisko – jest miejsce na placyk i rabaty. Brakuje nam…samochodu:)
Część prac będzie musiała poczekać, ale robota paliła mi się w rękach, więc pierwsze prace wykonane.
Obejrzałam dokładnie moje różane krzewy – miejsce szczepienia, korzenie, szkodniki…oj, było tego trochę!

 

Tak zadołowałam róże – ułożone ukośnie w wilgotnej glebie. Wcześniej skróciłam pędy.

Bryła korzeniowa-główne korzenie zostały ścięte szpadlem, mniejsze przycięte sekatorem.

To podkładka – najczęściej stosuje się dziką różę (Rosa canina), na niej okulizuje się szlachetny zraz.
Czesto zdarza się, że z podkładki wybija pęd dziki – należy go usunąć przez oderwanie (nie odcinamy, bo to nic nie da, dalej będzie rósł)

Tak wyglądają liście szlachetnej odmiany – są większe niż dziczki.

A tak dla porównania listki pędu wybijającego z podkładki – różnica widoczna:)

Po usunięciu ziemi dokładnie widać dziczkę – chwytami i mocno ciągniemy w dół odrywając od podkładki…

Nieregularne brzegi – nic nie szkodzi. Teraz skracamy korzenie i szybko przesadzamy roślinę. Korzenie nie mogą się przesuszyć.

 

Szkodniki różane – na drugim zdjęciu mszyca jak malowana, na pierwszym nie wiem – może ktoś rozpozna? Usunięto mechanicznie co do sztuki.

 

A tak będzie wyglądał placyk – panele drewniane będą przedłużone, sam placyk żwirowy – bez podbudowy. Na stół i krzesła wystarczy. Żeby odgrodzić placyk od podjazdu, wysadzę krzewy i byliny, może skuszę się na niskie drzewo. Jak widać mamy problem z kanalizacją – wielkie i ciężkie wieko jest poniżej poziomu chodnika i musi być w razie czego do niego dostęp-stąd nie ma mowy o stałym podłożu (bruku, płyt kamiennych itp)
Mam w ogrodzie kilka świetnie sprawdzających się krzewów – oprócz tego fragmentu ogrodu, będę również zagospodarowywać inne, między innymi dużą rabatę wzdłuż chodnika. Wzdłuż ogrodzenia posadzone są żywotniki w dwóch odmianach i biota wschodnia (czyli ogólnie mówiąc tuje). Nie zamierzam się ich pozbywać, bo podjazd sąsiada ciągnie się przez pół działki i prowadzi do garażu – hangaru, który zajmuje niemal drugie pół:) Zdecydowanie wolę moje tujki srujki:) Ale niekoniecznie 365 dni w roku takie same – trzeba je więc podsadzić żywopłotem z krzewów liściastych i bylinami:) W ramach „grodzenia (bo nie ma na co otwierać widoków) przewidujemy też drzewa.
Do wyboru spośród rosnących już krzewów są: forsycja pośrednia, krzewuszka Polka i Red Prince (kwitnie pojedynczymi kwiatami do teraz!), migdałek trójklapowy, żylistek Strawberry Fields, pęcherznica kalinolistna Darts Gold i Diabolo, jaśminowiec wonny, kalina koralowa, dereń Sibirica Variegata i Cream Cracker, tawuła van Houtte’a, tawuła japońska Goldflame i Firelight, kolkwicja Pink Cloud, hortensje ogrodowe, lilaki Krasavita Moskvy i Sensation oraz bukszpan rewelacyjny na obwódki. Tak więc  mam w czym wybierać, choć nie ukrywam zakusów na „świeżą krew”:):):)

 

 

Jeżeli chcemy posadzić żywopłot, to naturalne jest, że będziemy potrzebować wielu roślin zwykle jednego gatunku – w tym przypadku zakup roślin z gołym korzeniem jest najbardziej ekonomiczny, choć istnieją inne sposoby pozyskania taniego (żeby nie rzec darmowego) materiału roślinnego:) Żywopłot możemy mieć również wielogatunkowy, ale trzeba naprawdę uważać, żeby nie przesadzić z różnorodnością kolorów czy pokroju roślin – złota zasada w żywopłotach ( i nie tylko) –  mniej znaczy więcej!
www.forum.muratordom.pl
Wielogatunkowe żywopłoty świetnie sprawdzają się na dużych (długich) powierzchniach lub jeżeli chcemy oddzielić od siebie kilka kącików ogrodowych. Jeżeli mamy naprawdę dużo miejsca, możemy pokusić się o żywopłot piętrowy: dwu lub trzy gatunkowe nasadzenia umieszczamy piętrowo-od najwyższego do najniższego. Warto zadać sobie trud i sprawić, aby żywopłotowe nasadzenia były piękne o każdej porze roku, a poszczególne gatunki „wymieniały” się kwitnieniem.
www.budnet.pl
Uważajmy jednak na ogrodowy misz masz – szachownica kolorów na małej powierzchni, serwująca nam zbyt szybkie zmiany w widokach (jasny-ciemny-duży-mały-żółty-bordowy) będzie męcząca. A w ogrodzie mamy się wyciszać i wypoczywać:) Poniższy żywopłot zdecydowanie lepiej wyglądałby jeżeli bordowe krzewy posadzone byłyby ZA żółtymi, albo na widocznym fragmencie bordowe krzewy zredukowane byłyby przynajmniej o połowę, przy czym osobiście zwiększyłabym różnice w wysokościach między żółtymi a bordowymi krzewami i formowałabym tylko żółte-bordowe niej się pióropuszą swobodnie:)
www.forumogrodnicze.info
Jeszcze tańszym (prawie darmowym) sposobem pozyskania sadzonek krzewów na nasadzenia ozdobne są sztobry * – o nich nieco później:)
Żywopłoty sadzimy według planu – linię prostą wyznaczamy za pomocą palików i sznurka, falistą według linii ścieżki – a jeżeli jej nie posiadamy, najbardziej naturalny kształt falisty uzyskamy układając ogrodowy wąż i tycząc – według kształtu jaki uzyskaliśmy – miejsce na żywopłot. Jeżeli nasadzenia przebiegają przez trawnik, musimy koniecznie zdjąć darń i odchwaścić pas szeroki na przynajmniej 50 cm (pojedynczy żywopłot). Rośliny sadzimy gęsto, w odległości ok 20 cm od siebie, na kilka sposobów:
Jak widać najlepszy efekt jeżeli chodzi o zagęszczenie (i tym samym skuteczne odgrodzenie się, bez możliwości podglądania:))uzyskujemy sadząc żywopłot potrójny. Najbardziej na takie żywe ściany nadaje się ligustr pospolity-potrafi się tak zagęścić, że nawet w okresie bezlistnym nie sposób zajrzeć przez niego na posesję.
Do tego świetnie znosi cięcia. Ale potrzeba go DUŻO. Wówczas pozyskujemy właśnie *sztobry🙂 Sztobry to nic innego jak patyki, pędy rośliny macierzystej. Nie raz zdarzało się Wam zapewne, że wetknięty w ziemię patyk ukorzenił się. Pozyskuje się je w okresie bezlistnym – wiosną, po cięciach formujących jeszcze przed wypuszczeniem liści, lub jesienią, po opadnięciu liści. Te z pozysku wiosennego ukorzeniamy w doniczkach od razu i wysadzamy jesienią,  te z jesiennego musimy przechować w temperaturze ok. +4 stopnia (najlepiej dołować w zimnej piwnicy, garażu w skrzyniach z ziemią lub wilgotnym piaskiem, albo w ogrodzie – warunek – nie mogą przemarznąć). Pędy tniemy na kawałki – muszą mieć przynajmniej 4 oczka – najniższe (dolne) wypuszczą korzenie, najwyższe (górne) będą się ładnie rozkrzewiać. Żeby je rozróżnić najlepiej dół ciąć na prosto, a górę z ukosa.
Nie ukrywam, że żywopłot z takich patyków w pierwszych latach nie wygląda zbyt pięknie i jest narażony na zniszczenia (psy, koty, dzieci czy nawet my sami),  ale jest to najpewniej najtańszy sposób pozyskania dużej ilości sadzonek, przy czym w ciągu 3-4 lat nasadzenie już będzie cieszyło oko:)
Skoro przy rozmnażaniu jesteśmy, to mam nadzieję, że nasionka Waszych roślin pozyskane, posegregowane i popakowane, bo jeżeli chcecie powiększyć swoją kolekcję, to będą Wam dziś potrzebne – kończąc już bowiem  post chciałam przypomnieć tym, którzy zapomnieli i zaprosić nowych uczestników zabawy na wymianę nasion w Klubie Pożądanego nasionka u Kasi B
(TUTAJ i TUTAJ  znajdziecie wszystko), a ze swojej strony chciałam zaprosić wszystkich, którzy nie śledzą nas na FB i być może nie wiedzą, do lektury lifestylowego Green Canoe Style.
Do czasopisma dołożyłam swoją cegiełkę w postaci obszernego artykułu o jesiennej pielęgnacji ogrodów – jako że to mój debiut – proszę o wyrozumiałość:):):)
Lecę w ogród, wyszło słońce – u nas ogrodowe rewolucje:) No i muszę wypróbować nowy aparat! Nareszcie…:)

8 komentarzy

  1. Przeczytałam artykuł i muszę powiedzieć, że oświecił mnie lekko 😉 Ja dzisiaj też korzystałam z pogody i ostatnie cebulowe wysadzam. Jeszcze tylko jutro i ten etap z głowy 😉

    • Pogoda dopisuje – korzystać ile się da:) Ciszę się że artykuł był pomocnym bałam się, że za długi – na szczęście to pismo internetowe i limitów znaków brak:) . Pozdrawiam ciepło!

  2. Gratuluję artykułu, sporo potrzebnej wiedzy w nim zawarłaś. W tym poście też 🙂 Kiedyś sadziłam róże z gołym korzeniem ale ponieważ nie zawsze kwitły tak jak się spodziewałam to zaczęłam kupować róże kwitnące w donicach, przynajmniej nie było rozczarowań. Teraz gdy dokupuję jakieś krzewy to też w donicach bo są to pojedyncze egzemplarze.
    Pozdrawiam serdecznie, miłego wieczoru.

    • Dziękuję, takie głosy są dla mnie niezmiernie ważne:) Róże miałam zawsze w balotach lub w donicach, ale krzewy owocowe już z gołym korzeniem – sprawdziły się znakomicie. Wydaje mi się, że jeżeli kupujemy egzemplarz ekstra (super odmianę, rzadki okaz) to nawet nie dostaniemy z gołym korzeniem. A w przypadku hurtowego kupna kilkunastu sztuk w miarę pospolitego krzewu to jest już opłacalne. Wieczór przesympatyczny, właśnie wypuściliśmy naszych gości do domu:)

  3. Na tą litanię krzewów, to buzia mi się śmieje od ucha do ucha. Oj sadziłabym jak szalona, gdyby tylko było gdzie 🙂 Zeszłej jesieni wsadziłam 2 krzaczki wczesnych malin z takich właśnie balotów (jak miło nauczyć się nowego słowa)., wszystko zgodnie z instrukcjami (z namaczaniem itd.). Jak je wsadziłam na jesień, tak je w lecie je wyciągałam z ziemi zupełnie martwe 🙁 Ale za to kupiona wraz z nimi róża, po początkowych bólach, chorobach i moim kategorycznym ostrzeżeniu, że jak się nie pozbiera w ciągu miesiąca to wyrzucam, rośnie zdrowo i dorodnie.
    Regularnie walczę z dziczkami róży pnącej? Oderwać ich w tej plątaninie nie sposób, więc coś tam podcinam od dołu sekatorem, ale oczywiście nie daje to efektów. W ogóle z dziczkami to było u mnie śmiesznie. Jak się dowiedziałam, że coś takiego istnieje i trzeba usuwać, to na dobry początek pousuwałam część szlachetnych pędów zostawiając właśnie dziczki, bo jeszcze nie umiałam ich odróżnić. Aż kiedyś zobaczyłam tą właśnie różnice w wielkości listków, o której piszesz.

    • Może te maliny miały jakiś "feler". Czasami po prostu trafia się na kiepski egzemplarz (zwłaszcza w markecie czy CO – szkółki maja dobrej jakości materiały). Mi tez czasami wypadają rośliny:) Tą różę pnąca musisz odkopać, dostać się najgłębiej jak się da i wówczas wyrwać dziczkę – wiem, że to trudne, ale odcinane sekatorem będą odrastać. Kiedyś mąż zaproponował pomoc w ogrodzie-dostał właśnie zadanie usunięcia dziczek z mojej najpiękniejszej róży! Mimo że pokazałam co i jak – opitolił ją do gołej ziemi – całą, i dziką i szlachetną… Miałam nadzieję, że da sobie radę, w kolejnym roku, jednak nie dała, to było jej ostatnie cięcie – szlachetna odmiana nie wyrosła, za to dziczki odrosły jak łby Hydry:):):) Pozdrawiam cieplutko!

  4. Nie dość, że świetnie, lekko i z humorem napisane, nie dość, że okraszone cudnej urody zdjęciami, to jeszcze – bardzo, ale to bardzo, przydatne. Mam nadzieję, że mogę bez problemu udostępnić tego posta na swoim progilu w G+, będzie mi bardzo miło 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*