Szafa CHLEBEM pachnąca

 

Pisałam Wam, że tuż przed świętami miałam niezły bałagan domowy – oprócz porządków, pieczenia, zakupów itd. sprawiliśmy sobie z mężem „prezenty” w postaci zlikwidowania prowizorycznych mebli w gabinecie oraz w salonie i zastąpienia ich czymś, co zarówno spełni swoją rolę jak i będzie wyglądało tak, jak się nazywa. Do tej pory sprzęt techniczny stał na lekko kołyszącym się niskim regaliku (spadku po moim Synu z czasów, kiedy stały na nim zabawki), zaś moje ciuszki ułożone były na archaicznym regale po przejściach, w którym funkcję drzwi spełniała… bambusowa roleta… prowizorka wiecznie żywa:) No ale nie od razu Kraków zbudowano.
Gabinet pominę milczeniem, bo to enklawa Szanownego Małżonka, ale SZAFY Wam nie odpuszczę – będę się chwalić:)
    Na taką szafę chorowałam od dawna, ale albo była w stanie rozpadającym się, albo akurat skończyła się aukcja, albo nie była na moją kieszeń. Ten ostatni przypadek prześladował mnie ostatnio dość często, bowiem karierę szafa chlebowa robiła zawrotną i unosząc się na fali popularności trzymała próg cenowy na wysokim poziomie. A szaf chlebowych ubywało, bo nie sztuką jest kupić taką nową, ale znaleźć taką  Z DUSZĄ! Taką w której rzeczywiście 100 lat temu ktoś trzymał pachnące bochny chleba! To nic że nogi podłamane, kołatka żeruje, drzwi się nie domykają… meble z duszą to nasz konik, nasz styl, nasz sposób na życie:) Większość takich szaf była już podrasowana (naprawiona, oszlifowana, pobielona itd.), a my szukaliśmy takiej… saute’:) I się trafiła – prosta szafa w kolorze musztardowym, grubo przykryta kilkoma warstwami olejnicy – cena nieduża, stan fatalny… Poprosiliśmy Sprzedawcę o zdjęcie warstwy farb i przesłanie szafy surowej, do samodzielnej dalszej obróbki. Dotarła 23 grudnia. Nie do końca oszlifowana (gzymsy i zakamarki), podziurkowana od spodu przez szkodniki, jednak od razu zdobyła moje serce:)

    Szafy chlebowe zwykle są niskie – taka też jest i moja: 156 cm i ani kawałka więcej:) Są też szerokie na przynajmniej 86 cm (jednodrzwiowe) i głębokie na 45 cm co sprawia, że ich wielką zaleta jest całkiem spora pojemność. W mojej trzeba było zamontować dodatkowe półki, bo miała tylko dwie – teraz jest szafą na medal:) 
Nie zabrałam się jeszcze za woskowanie – szanowny mąż wlał w szafę tyle denaturatu (na wszelki wypadek na kołatki), że dwa-trzy dni można było się ubzdryngolić od samego przechodzenia obok niej 🙂 Ten manewr trzeba będzie powtórzyć, ale poczekamy z tym do wiosny – teraz raz za zimno, raz za mokro. Jak szafa już wywietrzeje, wówczas opalę i zdejmę resztę farby olejnej i wypieszczę ją woskiem LIBERON. Zakamarki będą lekko pobielone (tej samej firmy, postarzającym białym kolorem), zaś w narożnikach baaaardzo delikatnie oplotą ją gałązki bluszczu które wyjdą spod mojego pędzla. Jak skończymy to się pochwalę:) 
Inne szafy chlebowe po liftingu znajdziecie W Aniutkowie, W Chacie nad Wisłokiem i u kompletnie i bez pamięci zakochanej w szafach chlebowych Agnieszce z Niebieskiej Chaty która ma ich tyle, że … no właśnie, że co? Że na każdą mogła przelać swój talent i uczucie – na każdą w innym kolorze:)
Koniecznie poszukajcie chlebowej szafy i dla siebie, jest ich coraz mniej, a to taka gratka i kawał historii chlebem pachnącej:)

9 komentarzy

  1. Trafiłam kiedyś na gościa, który miał do sprzedania niezliczone ilości szaf chlebowych i naprawdę zawrotu głowy można było dostać , gdyby się człowiek chciał zdecydować. Na szczęście nie musiałam tego robić bo już nie mam miejsca ale ostatnio chciałam pokazać komuś zainteresowanemu i okazało się,że szafy się rozeszły jak ciepłe bułeczki. Piękna jest już w takiej postaci jak teraz .

  2. Ja jom chcę.

  3. Marze o takiej, ale nie mam miejsca. Mielismy kilka szaf chlebowych w domu mego dziecinstwa.

    • Na taras??? Dobrze zabezpieczona pod dachem też będzie zdobić. Oj…wspomnienia z dzieciństwa… teraz nadrabiam, bo moja rodzina pozbywała się wszystkiego co "stare" na rzecz płyty, meblościanek, segmentów:)

  4. Oj ciężko, ciężko znaleźć coś. Na pewnym portalu aktualnie aż jedna jest. Ta Twoja super jest. Ja mam jednak pytanie w sprawie denaturatu – jak i ile na taką szafę zeszło i czy rzeczywiście działa? Na wiosnę zabieram się za mój mebel i zapobiegawczo by się też coś przydało. A jakoś nafta do mnie nie przemawia, skoro ma potem to stać w dość niedużym w sumie pokoju 😉

    • Wlaliśmy (wtarliśmy) 4 butelki. Jak obstawiałam za terpentyną albo benzyną, ale była droższa no i zapach…a chciałam w Wigilię już mieć rzeczy do nie przepakowane. Terpentyna tez w końcu wywietrzeje, ale to jest bardziej pracochłonne, bo trzeba i po wierzchu i strzykawką w każdą dziurkę, zafoliować (albo zatkać te dziurki). A denaturat był wtarty, a dziurki polane, przykryte folią, i tak dwie-trzy godziny.

    • Ha! Dzięki. Będę zatem wcierać i zalewać, chociaż odpukać w miarę zdrowe chyba drewno mam.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*