Przyroda sama się nie wybroni

 

Od niemal 10 lat pracuję z drzewami. Z ludźmi  również, ale przede wszystkim z drzewami. To do drzew jeżdżę, drzewa oglądam, fotografuję,  mierzę, wygarniam z nich próchno i szukam owadzich odchodów, zliczam gniazda ptasie, szukam grzybów, porostów, badam  rany, uszkodzenia,  połamane konary, ich zdrowie, stan fizyczny i – co tu dużo mówić – typuję do usunięcia. Albo walczę o nie zażarcie i zawzięcie, przez co niejeden Wykonawca  mnie nie lubi… delikatnie mówiąc.
Szermierki słowne i te wysyłane w pismach mniej lub bardziej oficjalnych to chleb powszedni mój i całego zespołu. Pamiętam wiele drzew do których jechałam – zarówno tych starych i chorych jak i tych pięknych, dorodnych, które miały to nieszczęście, że wyrosły tam, gdzie spadło nasiono ich matki. A człowiek w tym samym miejscu postanowił coś zbudować i uruchomił maszynę biurokracji…
Nie mogę i nie chcę opisywać  wszystkich przypadków walki jaka rozgrywa się między tą maszyną biurokracji, a pełnomocnikiem drzew – czyli moją skromną osobą.  Bo i po co. Wykonawca ma swój interes i bronić go będzie do upadłego, ja zaś reprezentuję Inwestora i jego interesy. Wszystko powinno się jednak odbywać w granicach rozsądku i przy dobrej woli obu stron. Dlaczego?
Bo pośrodku stoi przyroda, która sama się nie wybroni. Za jej bezmyślne zniszczenie odpowiemy kiedyś my wszyscy – LUDZIE –  przedstawiciele zarówno Wykonawcy jak i Inwestora…
Na tych inwentaryzacjach jestem więc również po to, aby DLA LUDZI ocalić tych drzew i tej przyrody jak najwięcej. Znalezienie równowagi między inwestycją, wygodą, bezpieczeństwem i poszanowaniem przyrody łatwe nie jest. Zawsze uważałam się za dobrego architekta krajobrazu, architekta-altruistę. Kogoś, kto siedząc przy stole projektowym długo i uparcie będzie przekonywał, że to czy tamto drzewo warto ocalić. Że jest ono wartościowe, solidne, stabilne, zdrowe choć stare – postoi jeszcze z 50 lat, może 100, a może 300, 400 – bo to dąb piękny, dorodna lipa, potężny klon – tyle już przeszedł, a jak się pięknie, prosto trzyma… może więc warto ugiąć nieco tę drogę, zbliżyć się do płotu, zmienić przebieg kanalizacji, kabli, przesunąć przystanek, zatoczkę, peron… to moje zadanie.

 

Wraz z moją wiedzą i doświadczeniem rosło moje poczucie wiary w to, że mogę zrobić coś dobrego, pożytecznego. Rosła też moja pewność siebie – potrafiłam proponować rozwiązania alternatywne, umiałam przekonać niejednego projektanta do poświęcenia jeszcze kilku godzin pracy i zmiany projektu tak, aby oszczędzić drzewa, które przecież żyją i tak bardzo są nam potrzebne. Nie umiem traktować drzew tylko jako zawalidrogi kolidującej z inwestycją, materiału na opał albo potencjalnego zagrożenia.
Ilu ludzi wyskakuje przez okno – nikt jednak okien nie każe zamurować, ani wprawiać w nie krat… ilu ludzi skacze z mostu – jednak nikt nie przerabia mostów na tunele… dlaczego więc takim strachem przepełniają nas drzewa?
Od 3 roku życia chodzę po lasach i obcuję z przyrodą, pisałam o tym nie jeden raz. Od dziecka dotykam  drzew za każdym razem jak tylko mogę to zrobić – to po prostu piękne uczucie i ogromna siła jaką dają człowiekowi drzewa. Siła i ukojenie.  Czuję się za te drzewa odpowiedzialna. Tak po prostu. I bardzo przeżywam, kiedy moja wiedza, walka i zaangażowane przegrywają z cudzym lenistwem, brakiem dobrych chęci, pieniędzmi, znajomościami, albo wpływami których ja (jeszcze) nie mam. Ogarnia mnie wówczas poczucie absolutnej klęski…  
Spotykam również w swoim życiu zawodowym ludzi, którzy ewidentnie drzew nie lubią. Mówią o nich z taką zajadłością, że czasami pytam, czy może ktoś z rodziny rozbił się kiedyś samochodem o drzewo, zginał… nie, takich tragedii nie było.
Jestem tym zdumiona, bo nie potrafię sobie wytłumaczyć racjonalnie takiej niechęci tym bardziej, że żadne argumenty do tych ludzi nie przemawiają.  Niechęć jest tak ogromna, że ludzie ci głośno domagają się całkowitego pozbycia drzew z okolic dróg, linii kolejowych, ścieżek rowerowych, bloków mieszkalnych, placów zabaw, parkingów czy nawet chodników lub (sic!)… ścieżek w parkach – tak usłyszałam – nad parkowymi ścieżkami nie powinny zwisać żadne gałęzie drzew, bo jest to potencjalnie niebezpieczne dla spacerujących. Hmmm…. przez okno też można potencjalnie wyskoczyć…więc?…
Wielu ludzi z którymi współpracuję powołuje się na przepisy które wyraźnie określają w jakiej odległości od danego obiektu na- nad- czy podziemnego mogą rosnąć drzewa. Teoretycznie mają oni rację – w praktyce średnio 60% drzew na terenach zabudowanych rośnie… niezgodnie z prawem:) Zwłaszcza na wioskach i w miejskich ogrodach przydomowych.
Spotkałam w swoim życiu kilkoro mądrych ludzi, dzięki którym mój stosunek do drzew jest taki, a nie inny. 
Na pierwszym miejscu wymienię oczywiście ukochanego Dziadka Mariana – on w ogóle zaszczepił we mnie miłość do przyrody i ciekawość świata.
Na drugim miejscu stoją moi nauczyciele biologii, przyrody i ochrony środowiska, zwłaszcza jeden z ostatnich – prof. dr. hab Janusz Nowacki, wykładowca Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu z imponującym dorobkiem i doświadczeniem, który niezwykle ciekawie potrafił o drzewach opowiadać i bardzo je cenił. Zarówno te stojące, jak i leżące – o drugim życiu drzew słyszeliśmy chyba co wykład, o tym jak ważną rolę pełnią w naszej przyrodzie martwe z pozoru drzewa, o tym że Białowieża jest nietykalna, o dziedzictwie narodowym, o przyrodzie którą mamy obowiązek ocalić nie dla siebie – dla naszych dzieci i wnuków.
Trzecią osobą którą chciałabym wspomnieć jest pan Wojciech Potapowicz z Oddziału Ochrony Zieleni w Poznaniu. Od niego podczas kilku wartościowych dla mnie spotkań i wyjść terenowych usłyszałam bardzo mądre zdanie które brzmiało mniej więcej tak:
 
„Nad przepisami zawsze powinien stać zdrowy rozsądek, a najbardziej pożądaną cechą przyrodnika jest umiejętność przewidywania i całościowe spojrzenie na problem”
Szkoda że są chwile, kiedy takie cechy jak miłość do przyrody, odpowiedzialność za nią, zdrowy rozsądek i umiejętność przewidywania położone na szali z pieniądzem, znajomościami, kontaktami i niechciejstwem – przegrywają z kretesem…

17 komentarzy

  1. Masz piękną pracę i bardzo potrzebną w każdych czasach. Ze zgozą patrzę, jak ludzie usuwają piękne drzewa,w zamian sadząc tujki. Najczęściej słyszę – śmiecą.
    Każdy powinien przeczytać "Sekretne życie drzew" – może wtedy zmieniłoby się podejście do drzew?

    • Samo przeczytanie książki nic nie zmieni. Niestety. To prawo to nieszczęście – poprzednie było zbyt surowe, to jest zbyt łagodne. Naprawdę nie wiem czy w moim kraju wszystko musi być tak skrajne???

  2. No teraz to będzie raj dla przeciwników drzew. A faktycznie sporo ich jest. Nie wiem skąd u ludzi taka nienawiść do drzew. Chyba z głupoty i niewiedzy. Drzewa przecież są dekoracyjne, poza tym produkują tlen, pochłaniają dwutlenek węgla, służą ptakom czy wiewiórkom jako dom… Dużo by pisać. Jak drzewo chore to ok, trzeba wyciąć, ale jeśli da się leczyć to trzeba leczyć! Ale cóż… nasi genialni i wszystko wiedzący rodacy zawsze wiedzą lepiej 🙁 Buuu. Trzymaj się Magda!

    • Andrzej – raz że "śmiecą", dwa że dają opał (za darmo, a metr sześcienny drewna opałowego to koszt rzędu 110 – 150 zł), trzy że są "potencjalnie niebezpieczne". Ludzi którzy masowo ścinają drzewa nie obchodzi ani tlen, ani ptaszki:) Urzędy i RDOŚ jako ostatnie stały na straży takich wycinek – konieczne były nasadzenia kompensacyjne albo opłaty za wycinki. Obecna dowolność jest strzałem w stopę dla polskiej przyrody-gminy chcąc przyciągnąć inwestorów będą rezygnować z opłat, więc nikt już nie będzie musiał pochylać się nad każdym drzewem…

  3. U mojego dziadka, przed wjazdem na podwórko, stało piękne, potężne drzewo. Zawsze marzyłam, że u mnie też takie będzie. Niestety działka, którą kupowałam, była pusta. Muszę więc spokojnie poczekać aż moja lipa urośnie, aby schronić się w jej cieniu 🙂

    • Pięknie i szybko rosną też brzozy i wierzby, warto posadzić u siebie choć jedno drzewo szybko rosnące 🙂 U mojego Dziadka rosły owocówki i piękna leszczyna. Dziadek wycinał drzewa kiedy przestawały rodzić i natychmiast sadził nowe.

  4. Miałaś szczęście spotkać ludzi, którzy zarazili Cię miłością do drzew. Większość ludzi jednak nie ma na to szans. Co więcej atakowana jest wieściami, że drzewa szkodzą fundamentom, zacieniają działki, śmiecą itd. Niekiedy nawet na blogach nazywanym ogrodniczymi!. Magdo z przyjemnością przeczytałam Twoje rozważania. Oby ten wyważony tekst miał jak najwięcej Czytelników.

  5. Kocham las i uwielbiam drzewa. Nie wyobrażam sobie świata bez roślin. Tak jest w każdej sytuacji, że nad przepisami powinien stać zdrowy rozsądek, a człowiek powinien zawsze pozostać człowiekiem, a nie służbistą, któremu wydaje się , że stosując przepisy robi dobrze.

    • Mam nadzieję że rządy ministra Szyszko szybko przeminą, a protesty społeczne nie pozwolą zbyt mocno zniszczyć naszej przyrody. Najbardziej obawiam się o wycinki inwestycyjne (widzę co się dzieje), w miastach (na przykład wrocławskie blogerki też wiedzą co się dzieje)i naszą Puszczę – wszyscy widzimy co się dzieje…:(

  6. Mnie najbardziej rozkłada argument, że drzewa śmiecą. Wiesz gdzie mieszkam. Po co Ci ludzie się tu przeprowadzali?! Bo to zazwyczaj Ci nowi mają takie pomysły. Poza tym – śmiecą?! To pewnie stąd te butelki i inne cuda w lasach u nas! Oj te niedobre drzewa… Śmiecą, bo liście im spadają? Tak samo jak ten krzywiący się na drzewa łysiejący gość, któremu włosy z głowy lecą. Może by tak jego z krajobrazu usunąć? O ile piękniej by było 😀

    • Kiedyś na Fb udostępniłam informację, jak to na wieś wprowadziły się mieszczuchy i po kilku "upomnieniach" sąsiadki w końcu zgłosili sprawę na policję – otóż koguty tej staruszki… PIAŁY o poranku i nie pozwalały się mieszczuchom wyspać. Pani dostała MANDAT i nakaz uciszenia drobiu. Staruszka nie umiała inaczej i trzy koguty zostały skrócone o głowę… no i masz – wieś sielska, anielska, cudowna, spokojna… a drzewa śmiecą, przewracają się, są "potencjalnie niebezpieczne"… Ankha, mieszkasz w cudownej okolicy!

  7. Moim zdaniem musisz mieć bardzo dużo silnej woli i stalowe nerwy, żeby robić to, co robisz. Bardzo Cię podziwiam 🙂 I życzę jak najmniej takich inwestorów! Masz całkowitą rację, przyroda sama się nie wybroni a za jej zniszczenie kiedyś odpowiedzą ludzie…

    • Marcolla, mam spokój i wiarę w rozsądek, choć nie ukrywam, że teraz zaczynam zbroić się w silną wolę i stalowe nerwy, przede wszystkim żeby trzymać język na wodzy. Ludzie mają zbyt krótką pamięć niestety.

  8. Jak dobrze Madzia, że są tacy ludzie, jak ty. Jak smutno, że jest ich tak mało. Codziennie ręce mi opadają kiedy widzę, jak wokół mnie poszerza się obszar ogołocony z drzew pod kolejne osiedla. Nawet jeśli czasem pojawi się na ich miejsce jakieś rachityczne mini-drzewko i tak jest łyso, a rozmiar smogowej katastrofy ekologicznej rośnie z miesiąca na miesiąc. I zastanawiam się czy myśmy kompletnie powariowali? Historia często pokazuje, że dla różnie rozumianych interesów człowiek prędzej skaże całe swoje otoczenie na zagładę niż się zreflektuje jaką wartość mają drzewa (przykład Wyspy Wielkanocnej). Płakać mi się chce jak czytam o ustawie, którą niedawno przeforsowano i o tym, co wyczynia się w Puszczy Białowieskiej. Ostatnio mało we mnie optymizmu jeśli chodzi o polskie drzewa, obym się myliła.

  9. Magdo, masz trudną, ale odpowiedzialną pracę, dobrze, że nasze drzewa mają takich obrońców. Tym bardziej, że czasy nastały nie najlepsze.
    Historia z kogutami kompletnie absurdalna…
    Może "Sekretne życie drzew" lub tp. powinno być lekturą obowiązkowa w szkole? Od dziecka trzeba uwrażliwiać na piękno i dostarczać wiedzy o przyrodzie, może wtedy któreś nich zadziała.

  10. też lubię przyrodę i lubię z nią obcować, lubię się jej przyglądać. Jest wyjątkowa i magniczna. Niestety w moim przypadku chodzenie po lasach odpada z racji lekko przerośniętego serca, co skutkuje u mnie bólem głowy. Niemniej jednak podziwiam pasję i życzę wytrwałości 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*