Projekt WARZYWNIK cz.2 – jakie warzywa sadzić w warzywniku

Jakie warzywa sadzić w warzywniku? Czy powinny to być rarytasy? Warzywa drogie, egzotyczne, rzadko spotykane na targu? A może te najbardziej popularne, których jest na straganach mnóstwo, a my je bardzo lubimy i pochłaniamy w ilościach hurtowych? To są własnie dwie szkoły obsadzania przydomowych warzywników – jedna preferuje drogie i rzadko spotykane warzywa czy owoce (taka trochę uprawa kolekcjonerska), a druga preferuje nasze ulubione warzywa które jemy w dużych ilościach i chcemy aby były one zdrowe, nieprzenawożone, niepryskane.

UPRAWA WSPÓŁRZĘDNA I PŁODOZMIAN

Bez względu na to jaką szkołę wybierzemy i jakie warzywa posadzimy, warto pamiętać o uprawie współrzędnej i płodozmianach – czyli o dobrym sąsiedztwie warzyw i ziół (plus kwiaty odstraszające szkodniki!) a także o płodozmianie, czyli o tym, aby warzywa zdrowo krążyły nam w kolejnych sezonach po grządkach, a nie tkwiły non stop na jednej, dając tym samym pole do popisu patogenom, grzybom czy szkodnikom.

O dobrym sąsiedztwie warzyw wiadomo od dawna – rośliny tak jak ludzie, nie zawsze się tolerują. Jedne mają na inne dobry wpływ, inne są sobie obojętne, a jeszcze inne bardzo się nie lubią i dadzą temu wyraz w chorowaniu i słabym plonowaniu.

Tak samo działa płodozmian – sadząc rośliny z tej samej rodziny, albo o podobnych wymaganiach na tym samym miejscu w kolejnych sezonach, przykładamy rękę do tego, aby plony były niższe, rośliny słabsze, a patogeny hulały nam ile wlezie 🙂

OPTYMALIZACJA PLONÓW

Najważniejsza jest gleba, zaraz po niej dobre sadzonki. I oczywiście punkt powyżej – czyli dobre sąsiedztwo i płodozmian. Dobra gleba to najlepiej nasz własny kompost – z dużą ilością przekompostowanej materii organicznej. Struktura takiej gleby powinna być gruzełkowata i mieć obojętne pH. Ziemię do warzywnika można zakupić i „wymienić” – w Wielkopolsce koszt takiej ziemi to 70 zł za metr sześcienny. Przekompostowany obornik to ok. 50 zł za tonę – na średniej wielkości warzywnik (50 m 2) w zupełności wystarcza 🙂

Dobre sadzonki najlepiej wyhodować samodzielnie – od nasionka. Raz, że poznajemy nasze rośliny i uczymy się ich wymagań, a dwa – nie są one przenawożone, jak często te kupne. Dobra sadzonka powinna mieć zwartą bryłę korzeniową, korzonki powinny być białe i nieuszkodzone, a sama roślina powinna być krępa i wyprostowana. No i zielona – zielenią soczystą i zdrową. Zbyt ciemny kolor liści wskazuje na przenawożenie azotem, zaś liście pożółkłe wskazują na niedobór azotu, żelaza, cynku lub potasu – czyli zbyt jałową ziemię w doniczce.

Dlatego tak ważne jest dobre nawożenie naszych warzyw. Najlepiej sprawdzają się tutaj pospolite krowie placki – czyli przekompostowany obornik bydlęcy; to solidna dawka nawozu na trzy- cztery lata. Dobrymi zamiennikami obornika organicznego jest obornik granulowany, nawozy organiczne długo działające (np. mączka kostno – rogowa) albo pospolite gnojówki z pokrzywy czy żywokostu.

Do optymalizacji plonów przyczynia się również regularne odchwaszczanie grządek oraz dobre nawodnienie. Warto zadbać też o ograniczenie szkodników – ale o tym ostatnim jutro 🙂

W niewielkich warzywnikach warto wykorzystać wszystkie możliwości „pionowania” warzywnika – pergole, kratki, konstrukcje pnące, tyczki, worki, pojemniki… długo by wymieniać. W tym roku ziemniakami obsadziłam trzy średniej wielkości worki – nie mam miejsca na zagony ziemniaków, a bardzo lubimy młode ziemniaczki z koperkiem i masłem… 🙂 Plony z takich nasadzeń są podobno 3 x większe niż tradycyjne – zobaczymy! To samo dotyczy ogórków – w uprawie tradycyjnej zajmowały mnóstwo miejsca, dlatego w tym sezonie będą rosły pionowo! I szybciej dojrzeją i nie padną ofiarą ślimaków.

MINIMUM PRACY – MAXIMUM KORZYŚCI

Kto by tak nie chciał? Każdy. I w każdej dziedzinie życia. Dobrze zaplanowany warzywnik i regularne w nim prace, a także kilka myków ogrodniczych pozwoli nam z łatwością nie zaharować się zbytnio w ogrodzie. Co więc robić?

  • dobrze wszystko zaplanować – to pozwoli uniknąć błędów, poprawek, porażek. Czasami nauczenie się własnego ogrodu trwa kilka sezonów, ale to nauka najlepsza z możliwych – żadne poradniki „na sucho” nie zastąpią nam praktyki. Łącznie z porażkami – wtedy najłatwiej wyciągnąć wnioski 🙂
  • zapobiegać – zawsze to lepsze niż leczenie; nie dopuszczać do zbytniego zachwaszczenia, rozmnożenia szkodników, nie stwarzać warunków do chorób grzybowych, nie spieszyć się z wczesnym wysiewem czy wysadzeniem roślin – to wszystko pozwoli nam uniknąć frustracji i podwójnej roboty 🙂
  • ściółkować – zarówno ścieżki jak i grządki – na filmie który jest na fanpage Pracowni w Dolinie widać, jak między podwyższonymi grządkami na ścieżkach wysypana jest kora sosnowa – ograniczyła ona wzrost chwastów o 95% – wyrastają tylko na łączeniach ścieżki i grządki. Same grządki mam odchwaszczane na bieżąco (dopóki chwasty są nieduże), a po wysadzeniu wszystkich warzyw grządki wyściółkuję ściętą trawą.
  • woda blisko warzywnika – albo ujęcie wody, albo pojemniki na wodę (beczki, duże wiadra, zbiornik na wodę) – to ograniczy robienie kilometrów z konewkami i Wasz kręgosłup tez a to podziękuje 🙂 U nas jest co prawda studnia, ale do mniejszego podlewania używam wody z 3 stojących przy warzywniku wiader (regularnie zapełnianych „z węża”) albo biorę wodę prosto ze stawiku, do którego mam z warzywnika łatwy dostęp.

Jestem ciekawa jaką szkołę Wy obierzecie – w moim warzywniku po wielu eksperymentach stawiamy na nasze gusta kulinarne i tradycyjne, codzienne skubanie zieleniny, pomidorów, ziół i innych warzyw, w których gustujemy rodzinnie 🙂