Pozytywne podsumowanie sierpnia

Nawet nie wiem, kiedy minęła ta druga połowa wakacji. Zeszło w tym roku wyjątkowo szybko, ale to zapewne przez tempo jakie sobie narzuciłam i przeniesienie urlopu na październik. Sierpień upłynął mi pod kątem projektów, zestawień inwentaryzacyjnych, pism urzędowych i moich projektów związanych z samą Pracownią, ogrodem i zwykłym życiem. Jak zatem wygląda u mnie podsumowanie sierpnia?

Zawodowo zniknęłam pod stosami papierów. Mozolnie się z nich wygrzebywałam i już widać światełko w tunelu. W Biurze Projektowym, dla którego pracuję (albo jak kto woli – z którym współpracuję) gorący okres – kilka tematów i projektów toczących się w jednym czasie wymaga niezłej żonglerki! O tym jednak zawsze piszę oszczędnie i „przez kwiatek”, bo choć to moje główne źródło zarobku, to jednak know how Firmy i jej działania zostają zawsze w czterech ścianach Biura. Moja przestrzeń to Pracownia w Dolinie, projekty indywidualne, moje listy zadań, obrazy, grafiki i ogród – tutaj mają wstęp wszyscy, którzy śledzą działania Pracowni – kolorowy zawrót głowy 🙂 Jak widzicie na brak zajęć nie narzekam.

SIERPNIOWY OGRÓD

W ogrodzie już widać jesień – nawet zieleń przybrała nieco rudawy odcień. Kiedy kwitną nawłocie ja wiem, że już niedługo zapłoną kominki 🙂 I choć teraz mamy falę upałów – nieznośnych upałów – to prognozy na kolejne dni są raczej chłodne. Jak nigdy w sierpniu zlikwidowałam grządkę z ogórkami. Co się dało to zebrałam, zawekowałam, a resztę dojadamy w sałatkach. Pięknie ogłowione pomidory dojrzewają w oczach, więc mam już drugi składnik sałatki pod ręką. Trzecim są zioła, które po letnim przycięciu ponownie odbiły i do jesieni będą nas raczyć bomba witaminową.

Pomidorowy zawrót głowy

Dyńka jest jedna – ale za to słusznych rozmiarów! Cukinie obrodziły, ale to zasługa rozsądnego i regularnego podlewania. Dobra pielęgnacja na wiosnę, zeszłoroczny obornik i garść mączki rogowej, pozwoliły wyrosnąć także innym warzywom – burakom, selerom, porom i fasolce. Wszystko smaczne i zdrowe – przy mojej wege diecie taki warzywnik to skarb!

Zapiekane papryki – jedliście? W środku wszystko, co Wam wyobraźnia podsunie.

Po reszcie ogrodu też widać jesień i skutki upalnego lata. W ogrodzie spędzaliśmy sierpniowe popołudnia i weekendy – o ile nas nie nosiło w tym czasie po Polsce. Szerokie plany przebudowy i dopieszczenia ogrodu na wiosnę zapewne zostaną zweryfikowane przez nierozciągliwy budżet, rozsądek, rzucenie wszystkich sił w innym kierunku… ale plany są, a to najważniejsze! Zawsze mogę po nie sięgnąć i zrealizować.

Czasami trzeba się upocić i ubrudzić 🙂

REMONTY, REMONTY… i porządki

Ogród sierpniowy nie tknięty, trochę w zawieszeniu, ale za to warzywnik z dobrymi plonami. Tak jak pisałam w podsumowaniu lipca, trzeba było dokonywać wyborów. Ale remonty się toczą niezależnie od pogody – tym razem padło na dach. Mój Nieoceniony Mąż za punkt honoru postawił sobie remont dachu i uparcie, krok po kroku go wykonuje 🙂 Dla niego jest to prawdziwa odskocznia od pracy za pomocą głowy, więc nic nie mówię. A że wie co, jak i z czym połączyć, to tym bardziej nie mówię – ile mogłam to pomogłam, reszta w jego magicznych rękach.

Uporządkowanie Pracowni to czasami syzyfowa praca, ale raz na jakiś czas trzeba ją wykonać. Jestem typem pismaka, czyli wszystko notuję na starym, dobrym papierze. I oczywiście mam tych papierów całą masę, a to oznacza zrobienie od czasu do czasu rewolucji i uporządkowanie przestrzeni. Papiery, gazety, stare kalendarze, paragony… niezła kolekcja trawfiła do kominka na przepalenie. Najstarsze czasopismo jakie znalazłam jest z… 2000 roku 😛 Kolekcjonowałam National Geographic i wszelkie możliwe gazety ogrodnicze. Czasopisma oczywiście zostawiłam 🙂

ZIELONE PODRÓŻE

W sierpniu rekreacyjnie wyjechałam tylko raz – na długi weekend w Sudety. To był prezent na 5 rocznicę ślubu i chociaż zakwaterowanie było raczej skromne, to bawiłam się z Kaziem się fantastycznie. Wróciłam w Sudety po 25 latach – to taki kawał czasu, że jak podliczyłam te wiosny, to aż przysiadłam. Licealne trasy podziwialiśmy z samej korony Śnieżnych Kotłów, bo Śnieżka pokazała nam… nic nie pokazała – okryła się mgłami, chmurami i widoków z niej tyle, co na wyciągnięcie ręki.

Wrzosowiska pod Śnieżką

O Zielonych Podróżach i ciekawych miejscach związanych z tymi wypadami będę jeszcze pisać, dzisiaj wspomnę tylko kilometry przebytych szlaków i litry potu jakie zostawiliśmy na sudeckich kamieniach. Szykowanie się do wyjazdu w Tatry i mozolne budowanie kondycji to jest mój główny cel takich wyjazdów, ale dla nas było to także stawianie sobie granic, sprawdzenie własnych możliwości i własnego charakteru. Bo podobno charakter człowieka najlepiej poznaje się na górskich szlakach 🙂

Słoneczniki

Śladami historii podążyliśmy za to w Świdnicy, odwiedzając Ewangelicko – Augsburski Kościół Pokoju. Ta fenomenalna budowla wraz z jej historią, otaczającym kościół Placem Pokoju z zabudowaniami i staruteńkim, zabytkowym cmentarzem zrobiła na mnie niesamowite wrażenie.

Kościół w całości zbudowany jest z drewna, gliny i słomy w założeniu miał przypominać stodołę i szybko sczeznąć. Wierni jednak dokonali małych cudów i wnętrze kościoła – który ma już ponad 300 lat – jest naprawdę niesamowite. Warto takie perełki odwiedzać, tym bardziej, że oprócz zwiedzania można zawsze urwać chwilę dla siebie przy dobrej kawie i wyczarować nastrój o jaki w codziennej gonitwie niezwykle trudno.

PROJEKTY I ROZWÓJ

W sierpniu projekty i rozwój to była prawdziwa praca u podstaw, ale także eliminacja niektórych wrześniowych spotkań. Dostałam zaproszenie na Pierwszy Polski Panel Dyskusyjny w ramach Międzynarodowego Kongresu Stawów Kąpielowych IOB – zaproszenie przyjęłam, będę Wam relacjonować zarówno sam pobyt jak i sytuację dotyczącą tej branży w ogrodnictwie i architekturze. Bo choć oczko wodne każdy sobie w ogrodzie założy sam, basen rozporowy to także nie problem, to już kwestia połączenia obu tych cech w jedną – czyli rzeczony staw kąpielowy – to osobna bajka. Trochę straszna, bo jeszcze nieznana. Wspólnie z innymi panelistami zobaczę, czy da się ten temat trochę odczarować.

Rośliny w stawie kąpielowym? O to właśnie chodzi.

W związku z tym, że pracy mam sporo, a kolejne projekty są bardzo wymagające, nie będzie mnie na warszawskich targach Zieleń to Życie.

We wrześniu poprowadzę za to warsztaty przyrodniczo – ogrodnicze dla dzieciaków w Słupsku. To moje pierwsze wystąpienie przed dzieciakami, więc trzymajcie kciuki, żeby nie dopadła mnie „klątwa wiedzy” i żebym potrafiła mówić językiem ciekawym i zrozumiałym dla dzieciaków.

Ostatnim zawodowym spotkaniem będzie Międzynarodowy Dzień Podcastów organizowany m. in. w Poznaniu – idę bardziej z ciekawości, bo sprzęt i podstawy wiedzy jak nagrywać podcasty już mam. Mam także pierwsze tematy, więc teraz tylko spiąć się, znaleźć czas i zacząć… Na długie, jesienno – zimowe wieczory ogrodnicze podcasty będą jak znalazł. Nazwa? Nie wiem – może #nietylkooogrodach, taka jak nasze coponiedziałkowe spotkania o 20.00?

A rozwój osobisty?

  • wracam do lekcji z kursu Marty Krasnodębskiej , ale jednocześnie pomału wdrażam to, czego już się nauczyłam. Nie zawsze idzie jak po maśle, bo – tak jak pisałam na początku – moja współpraca z Biurem Projektowym przy dużych kontraktach liniowych jest dla mnie priorytetem absolutnym, a Pracownie rozwijam niejako „po godzinach” i to w godzinach wieczornych 🙂 A więc na zjazdach energetycznych i mocno już zmęczona.
  • jak poświęcać dwie godziny dziennie na swoje projekty? Podpatruję w tej kwestii Kasię z bloga Worqshop i wdrażam niektóre pomysły u siebie.
  • #projekt5/45 – został mi miesiąc i dwa dni (dokładnie 3 października wyjeżdżam na spotkanie z Tatrami). Treningi nieco zelżały po wyjeździe w Sudety. Zobaczyłam, że mogę i nieco zluzowałam. Ale tylko pozornie, bo wiem jak intensywny będzie w tej materii wrzesień. Jeżeli nic nie stanie na przeszkodzie, to w połowie września wyjadę na 3 dni w masyw Śnieżnika i tam będę miała już solidne wysokości do przejścia (Śnieżnik to nie spacer po wzniesieniach, tylko momentami mozolne pięcie pod górę). No i treningi AIKIDO… to moja pięta achillesowa przez uszkodzone po wypadku kolano i powiem szczerze – jest mi tam ciężko wykonywać sprawnie wszystkie ćwiczenia. We wrześniu rozpoczyna się nowy sezon – zobaczę co da się zrobić w tej materii 🙂
  • dalsze plany jak najbardziej są, ale póki co – cicho sza, żeby nie zapeszyć 🙂
  • dzisiaj mijają dokładnie dwa lata, odkąd odstawiłam mięso drobiowe, wieprzowe, wołowe… podjadam ryby i owoce morza, ale robię to coraz rzadziej i coraz śmielej myślę o tym, aby i to mięso wykreślić z jadłospisu. Problemem pozostaną zupy (gotuję na drobiu i to dla wszystkich – ja też jem, tyle że „bez wkładki”) i galarty i galaretki (w nich jest żelatyna wieprzowa, a więc jednak zwierzęcy kolagen). Nie mam czasu na osobne gotowanie, tym bardziej, że drób w naszym domu i tak się je. Mało – ale zawsze. Uważam jednak za osobisty sukces ograniczenie spożycia mięcha w domu o dobre 90%. Warzywnik pełni u nas rolę głównego dostawcy letnich posiłków, a i zimą nie narzekamy, bo lato zamykam w słoikach 🙂

Pozytywne podsumowanie sierpnia (tak samo jak licowy wpis) pozwolił mi na bieżąco śledzić zmiany jakie u mnie następują. Projekty domknięte, otwarte, odrzucone – listy, harmonogramy, kalendarzowe karty.

Wrzesień zapowiada się bardziej dynamiczny i mam wielką nadzieję na zebranie polonów z tych sierpniowych siewów. Do zobaczenia w Pozytywnych Podsumowaniach za miesiąc!