CZACZ i szybki konkurs z nagrodami:)

Kto był-wie o czym mówię. Kto nie był, niech żałuje i czym prędzej nadrabia zaległości:) Czacz to wieś  powiecie kościańskim. Wieś niewielka, za to z mieszkańcami o wielkim potencjale. I ten potencjał, ten pomysł na życie mieszkańcy ci pięknie potrafią przekuć na żywą gotówkę. We wsi poustawiane są „hale” a raczej wielgachne namioty. A w tych namiotach…TUTAJ ZOBACZCIE SAMI co w tych namiotach:) Cuda, cudeńka, cudasy…kto potrafi zaopiekować się takim fotelem, kredensem, świecznikiem czy żyrandolem, ten będzie miał u siebie za niewielkie pieniądze i trochę pracy wspaniały, nietypowy, niepowtarzalny często mebel lub inne cudo:) Przeliczyliśmy nasze środki finansowe pozostałe na umeblowanie i trochę nam miny zrzedły:) Mało. Za mało:) W sklepach masówka – Ikea, Black Red White, Bodzio:) ma niektóre ładne rzeczy, ale…no właśnie. Typowe.  A my lubimy nietypowe:) Pomijam kwestię finansów-nowe, dobre, drewniane meble (nie cierpię mebli z płyty wiórowej czy innego MDF u!!!) kosztują majątek. Stare, odrestaurowane kilka majątków:) Pozostał Czacz. Zrobiliśmy rekonesans i już wiemy, co możemy kupić i w jakim stanie. Pracy będzie sporo, ale tej się nie boimy. Z małej wycieczki rozpoznawczej wróciliśmy z: świecznikiem ceramicznym sztuk jedna za 5 zł

koszem na wino sztuk jedna 20 zł

żyrandolem 10- cio ramiennym mosiężnym lub miedzianym (kurka, nie wiem, przy montażu okazało się że ogniwa twarde jak…stal:)) za 200 zł – to hicior, takie nówki były poza naszym zasięgiem jak na żyrandol oczywiście:)

oraz…kto zgadnie co to jest???
Na twórcze odpowiedzi czekam do 15 stycznia, spośród tych prawidłowych wylosuję zwycięzcę który dostanie komplet cebul wiosennych do obsadzenia wesołej rabatki:)  Cebule trzymane w zimnym, więc nadają się do wysadzenia w ogrodzie:) Zgadywać i pomysły rzucać na przeznaczenie mebelka:) Póki co stoi i cieszy (dosłownie) wszystkich którzy go oglądają:) 
Poniższy podlinkowany banerek proszę wkleić u siebie, konkurs błyskawiczny, bo i cebule czas przed mrozami sadzić:)
Świecznik przetarty szmatką od razu dostał do wnętrza świece i rzuca gwiezdne cienie na ścianę:)
Po spłukaniu z kosza tony kurzu i sadzy wszystkie ostałe butelki z nalewkami znalazły należne im miejsce:)
Żyrandol zawisł, dostał żarówki, i po włączeniu zrobił BUM i zgasło światło. W całym domu:) Okazało się, że przewody ze starości kruszyły się w palcach. Owinięte były bawełnianym sznureczkiem. Poszło wszystko… Połówka mówi tak: ” Patrz, wisiał sobie taki u Holendra w salonie, jak mu iskry poszły, to uznał że zepsuty i wyrzucił…a starczyło przewody wymienić!” I wymienialiśmy. Żyrandol musiał być rozkręcony, z każdego ramienia przewód usunięty (co łatwe nie było, bo w palcach rwała się nie tylko bawełniana obudowa ale i same „druciki”…), znaleziony nowy na tyle cieniutki i elastyczny, żeby przeszedł przez ramienne zawijasy i zaczęło się mozolne przepychanie centymetr po centymetrze… Udało się i teraz zdobi nam pięknie sufit. Trzeba tylko odnowić osłonki na żarówki, bo samo mycie nic nie dało, ale doba za krótka jakoś…:) Zastanawiam się czy i na jaki kolor go przemalować, ale ręka mi drży, bo piękny jest taki, jaki jest:)
Następna wizyta w Czaczu będzie już z transportem-wymiary na mebelki zdjęte, polowanie czas zacząć:) Ale o tym już innym razem:)
Do miłego!