Urodziny Pracowni w Dolinie – okrągłe 6 lat bloga

Ach, co to były za urodziny! Do drzwi moich zapukał Kurier i przywiózł mi prezent – przenośny „ekspres” do kawy, czyli fantastyczne Slowpresso w kolorze zielono-grynszpanowym* z limitowanej edycji od Karamuz. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia już dawno i czekałam cierpliwie aż Justyna stworzy to cudo i wrzuci do sklepu. Edycja była limitowana i jedno z tych cudów ceramiki trafiło do Pracowni. Teraz kawa już nigdy nie będzie taka sama – jest gęsta, aksamitna, aromatyczna. Ale ale – czyje to urodziny pytacie? Moje? Były w lipcu przecież #weekend44 na Insta śledziliśmy 🙂 Dziś urodziny obchodzi PRACOWNIA W DOLINIE. Okrągłe szóste urodziny!

Mam z tej okazji garść informacji o blogu i jego początkach. A zaczynałam tak, że wstydziłam się swojej twarzy i imienia – serio! Pisałam pod pseudonimem 🙂 Pierwsze wpisy pamiętają rozdawane Wyróżnienia, łańcuszki, wzajemne polecania. Pamiętają też niezwykłą atmosferę TAMTEGO blogowania. Wszystkie blogi można było „obserwować” i nie było niczego ani nikogo kto ucinałby zasięgi 🙂  Blog powstał na darmowym Blogspocie i był bardzo bezpiecznym dla mnie miejscem – żadnych wtyczek, żadnych Google Analytics, nic co zakłócałoby blogerską twórczość.

A Wy pokochaliście taki blog – trochę lifestylowy, trochę ogrodniczy, trochę środowiskowy, troszkę podróżniczy…  pisałam lekko, z dystansem, czasami poruszałam trudniejsze tematy. Z większością Czytelników poznawałam się w realu na imprezach branżowych, sama też czytałam ich blogi. Ale nic w życiu nie powinno stać w miejscu, więc i blog się rozwijał. Po jakimś czasie blog zmienił  nazwę na Zieloną Pracownię, a kiedy dojrzałam do „pójścia na swoje” – jeszcze na pół gwizdka, bo dalej na darmowej platformie – konieczna była ponowna zmiana nazwy. Zielonych Pracowni było… 15. Serio. A przecież JA miałam być tylko jedna – konkurs na nazwę bloga był długi i bolesny, ciężki decyzyjnie i sprawczo 🙂 Otarliśmy się nawet  nazwy anglojęzyczne, które ostatecznie przegrały z Pracownią w Dolinie – na ten pomysł wpadłam podczas spaceru z psem właśnie wtedy, kiedy wczesnym rankiem schodziłam w moją Dolinę…

Pracownia w Dolinie raz jeszcze przeszła bolesne przeobrażenie, kiedy ja wreszcie dojrzałam do Word Pressa. Ta decyzja zapadła w październiku zeszłego roku, a bezboleśnie przez ten proces przeprowadził mnie Darek Mołodecki z JDM.pl

Powodem tego przejścia nie była fanaberia, ale konkretne plany – i te plany pomału, konsekwentnie realizuję. Dziś na Fanpejdżu Pracowni w Dolinie i na Instagramie  pytałam Was jaki kierunek powinna obrać Pracownia po tych 6 urodzinach? Pytałam o to również kilkoro osób z mojego otoczenia, z rodziny, wśród innych znajomych blogerów. Pytałam o to na fantastycznym kursie w jakim biorę udział – tam Dziewczyny sprowadziły mnie na ziemię z niektórymi pomysłami 🙂 Pytałam o to na naszej poznańskiej grupie Mastermindowej. Dostałam kilkanaście odpowiedzi i kilka różnych wariantów w przypadku obrania konkretnej drogi. Nie mogę zapomnieć o tym, że moja praca to nie tylko Blog – mam też inne ważne zadania i zobowiązania i nie mogę ich ot tak porzucić. Mało tego – ja nie chcę tego robić 🙂 I dlatego:

  1. pracownia będzie nieco przemalowana – dostanie nowe kolory, a wśród nich *grynszpanowy, zielonomorski, malinowy i bananowy, nowe grafiki, nowe fonty, nowe horyzonty jej wytyczam,
  2. Pracownia w Dolinie zmieni trochę konwencję i stanie się blogiem bardziej eksperckim, ale nie zrezygnuję całkiem ze swobodnego pióra i storrytelingu – opowieści z ogrodów, podróży, pracy będą nadal do Was płynęły szerokim strumieniem. Szerszym niż teraz 🙂
  3. będzie więcej projektowania i dzielenia się wiedzą od podstaw – to wszak moja praca i na pewno fantastyczna odskocznia od sztywnych procedur projektowych w jakich biorę udział jako specjalista ds. zieleni 🙂
  4. powstanie Zmalowany Sklep – to moje marzenie, które właśnie spełniam – a w Zmalowanym Sklepie – zmalowane cuda wianki i… a to niespodzianka. Mówiłam – będzie też ekspercko 🙂
  5. od czasu do czasu wrzucę Wam ciekawostkę dotyczącą prowadzenia własnej firmy projektowej – jeżeli będziecie chcieli czytać, to luźno będziemy na te tematy rozmawiać; branża projektowania ogrodów nie jest łatwym kawałkiem chleba – powie Wam to każdy, kto się tym zajmuje i skłamałabym, jakbym roztaczała przed Wami szerokie horyzonty i zlecenia dostępne „od ręki”. A tego nie chcemy – szanujemy się wzajemnie 🙂
  6. reszta niespodzianek poleci do Was w tym i następnych tygodniach, a tymczasem kilka słów podsumowania tych 6 lat blogowania.

Statystyki nie są pełne, bo nie od razu podpięłam Google Analytics, więc najlepiej jak wcale ich nie przytoczę – w każdym razie jest Was tutaj DUŻO. A przynajmniej było – od czasu przejścia na Word Press mam wrażenie, że Pracownia w Dolinie stała się niewidzialna dla Google’a 🙂 I nie chodzi o to, że gorzej piszę – chodzi o to, że Blogspot jest narzędziem Google’a, a Word Press już nie. A w „walce o ogień i indeksowanie Wujka Google’a” nie jestem najlepsza 🙂

Przed Facebookiem broniłam się rękoma i nogami, przed Instagramem broniłam się jeszcze mocniej. Dziś nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć dlaczego 🙂 Chyba dlatego, że te media społecznościowe kojarzyły mi się z wyskakiwaniem z lodówki. I trochę się bałam rozpoznawalności i tego, że wyjście poza sam Blog to będzie już „na poważnie”. Teraz wszyscy z lodówki wyskakują, a nieobecność w mediach społecznościowych przy działalności on line (nieważne czy to biznes czy nie) to wizerunkowe samobójstwo. Strach ma wielkie oczy i okazało się, że bycie on line jest bardzo fajne, Facebook przeżył moją obecność w swoich progach, Instagram również. Dowiedziałam się też, że mikrofon mnie kocha, a kamera uwielbia (mimo że faktycznie dodaje kilogramów :)) Kamera??? Tak – bo jak już bywać na tych wirtualnych salonach to na całego – mam też konto na You Tube 🙂 Tylko ćwierkanie na Twitterze mi jeszcze nie wychodzi.

Na blogu pojawiły się 184 opublikowane wpisy a w szufladach jest 51 szkiców tego, co dla Was jeszcze piszę. Na Fanpejdżu Pracowni jest 707 obserwujących i 689 tych, co ją „lubią”. Konto na Instagramie ma 348 Followersów, a moja grupa na Facebooku – Ogrody jak Malowane liczy 133 członków. Grupa to moje  najmłodsze dziecko i ostatnio latało z kluczem na szyi, więc muszę poświęcić mu zdecydowanie więcej uwagi 🙂

Z Pracowni wyszły 4 artykuły do prasy branżowej, dwa wykłady na imprezach branżowych, pięć konkursów z ekstra nagrodami.  Poleciały do Was:  książka Carol Clein „Uprawiamy warzywa”, pakiety nasion do Waszych ogrodów, doniczki do uprawy ziół w komplecie z nożyczkami i rękawicami, ziołowo-owocowe herbaty z miodem i kandyzowanym cukrem, ogrodniczo – entomologiczny kubeczek z zaparzaczem, rysunki bajkowych kotów mojego autorstwa wraz z zestawami biurowo – ogrodniczymi, zestawy fantastycznych produktów do pielęgnacji oczek wodnych firmy Hydroidea.

Było też kilka wpisów sponsorowanych – nie wszystkie szły komercyjnie, więc się chwalić nie będę 🙂

I teraz wisienka na torcie – przeleciałam dzisiaj bloga od najstarszych wpisów i wyszperałam dla Was komentarze, jakie zostawialiście u mnie – to ślady Waszej obecności, uznania, radości, zadumy, emocji i innych fajnych dowodów na to, że Pracownia jest ciekawym i potrzebnym miejscem, a moją wiedzę powinnam nadal się dzielić. Ciekawe czy rozpoznacie się w tych wpisach 🙂

No to zaczynamy:

  • Uwielbiam Twój styl pisania, taki lekki i ten dystans do siebie…zazdroszczę:)
    U mnie akuratnie też doba za krótka, ale byle do wiosny!!! I jeszcze: rozbudziłaś moja ciekawość i zarazem słabość do dodatków ogrodowych…a ja do Poznania mam daleko niestety, albo stety bo w portfelu aktualnie wiatr mi hula…Ale może zdasz relację zdjęciową i słowną??? PROSZĘ:))

 

  • Zasiadam do Twojego Kamiennego Kręgu…;)
    Piękna kolekcja kaktusów !!! Kamienie i kaktusy to był konik mojego synka….ale mu przeszło 🙁
    Okna jego pokoju wychodzą na północ…dość trudne warunki jak na kaktusy 😉
    Teraz to już wiem dlaczego u mnie zwróciłaś uwagę na bruk…;)
    Jesteś w temacie….;)
    Ścieżka prezentuje się elegancko….

 

  • Twój post czyta się jak poezję. Rozmarzyłam się…
    Ja jestem przerażona tym, co się w mieście wyprawia z drzewami. Moje osiedle reklamują jako miejsce przyjazne osobom lubiącym zieleń, a wycieli prawie wszystkie drzewa w okolicy. Smutne, że projektanci w ogóle nie zadają sobie trudu, aby jakoś wkomponować drzewa, którym osiągnięcie pokaźnych rozmiarów zajęło przecież kilkadziesiąt lat, zwłaszcza w takich miejscach jak mój Kraków, gdzie wszyscy dusimy się od smogu.
    Jeszcze nieco drzew zostało miedzy osiedlem, a supermarketem i wszyscy nieśmiało marzymy, że może uda się je zostawić w postaci jakiegoś mini-parku, a tu już głosy się podnoszą, że biurowce będą stawiać.

 

  • Trafiłam do Ciebie…na smutny post…:(
    Przykro czytać…
    Sam wycięłam dwa drzewa…i do dziś mam wyrzuty…i boli…
    Ale to co obserwuję w mojej miejscowości…to straszne…wycinka za wycinką…zostanie pustynia…
    Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za…
    TAKIE widoki zimy…:):):)

 

  • Jak zwykle mądrze i przystępnie napisane. Mam nadzieję, że to „pochylenie się ” nad ustawą to nie tylko puste słowa i ustawa zostanie zmieniona na korzyść przyrody.
    Żeby później nie płakali, że smog i powietrza czystego nie ma.

 

  • Witaj Magdo, ja chyba pierwszy raz u Ciebie. Z rzeczy, które pokazałaś dwie przykuły moją uwagę najbardziej. Byłaś, widziałaś to pewnie będziesz mogła mi pomóc. Masz zdjęcie pięknej szklarni w czarnych ramach. Pamiętasz może producenta albo dystrybutora?
    Drewniane kule też super, ale to motyw, który powtarza się już od paru lat to tu, to tam. Ciężko chyba byłoby nawet dojść kto pierwszy zaczął to toczyć 🙂 Ale bez wątpienia piękna ozdoba, nie pogardziłabym taką 🙂
    Pozdrawiam serdecznie

 

  • Masz Ty zdrowie Kobieto! Ja rakieta prujesz powietrze! Lubię takie posty-depesze. Życzę Ci urlopu tam, gdzie chcesz, choć teraz pewnie się nie uda. Pozdrowienia

 

  • O mamuniu, idziesz Madziu jak torpeda…że Ty to jeszcze ogarniasz! Kłaniam ci się nisko:) Dobrze, ze wróciłaś bo mi brakowało lektury przy kawie:)
    Miłego weekendu!

 

  • Jak dobrze Madzia, że są tacy ludzie, jak ty. Jak smutno, że jest ich tak mało. Codziennie ręce mi opadają kiedy widzę, jak wokół mnie poszerza się obszar ogołocony z drzew pod kolejne osiedla. Nawet jeśli czasem pojawi się na ich miejsce jakieś rachityczne mini-drzewko i tak jest łyso, a rozmiar smogowej katastrofy ekologicznej rośnie z miesiąca na miesiąc. I zastanawiam się czy myśmy kompletnie powariowali? Historia często pokazuje, że dla różnie rozumianych interesów człowiek prędzej skaże całe swoje otoczenie na zagładę niż się zreflektuje jaką wartość mają drzewa (przykład Wyspy Wielkanocnej). Płakać mi się chce jak czytam o ustawie, którą niedawno przeforsowano i o tym, co wyczynia się w Puszczy Białowieskiej. Ostatnio mało we mnie optymizmu jeśli chodzi o polskie drzewa, obym się myliła.

 

  • Niestety tak to się dzieje kiedy obywatelom, którzy nie posiadają odpowiedniej wiedzy pozwala się na wszystko. 🙁 W niektórych miejscach ludzie całkiem oszaleli wycinając drzewa i równając je z ziemią bez opamiętania. A za parę miesięcy będzie płacz, że ziemia się osypuje – a przecież nic jej już w miejscu nie trzyma.

 

  • A niech ich jasny grzmot, że się tak wyrażę. Regularnie mi się ciśnienie podnosi przez ta ustawę. Zaprosiłabym jednego z drugim na moje osiedle, gdzie żywioły sobie szaleją nieskrępowane żadną zieloną przeszkodą wyższą od tujowych ząbków i rachitycznych wierzb Hakuro Nishiki. Jakoś nie jestem optymistką w kwestii ponownych nasadzeń. Nawet jeśli, to zielone olbrzymy zastąpi się takimi właśnie karzełkami. Wstyd i żal…

 

  • Hej! Mnie też szalenie miło było Cię poznać osobiście – ale faktycznie to nie był mój najlepszy dzień ;-( powolutku dochodzę do siebie, ale jeszcze nie jest całkiem dobrze. Andrew też już poległ … ale jak tu być chorym, jak wiosna za oknem szaleje!!! Może jak uporam się z zaległościami to wstawię posta z moimi siewkami – ależ Twoje już smacznie wyglądają!!! Ściskam mocno!!! K

 

  • Zabiłaś mnie ostatnimi zdjęciami. Normalnie chyba spać dzisiaj nie pójdę… A co do Gardenii, to mnie mocno rozczarowała muszę powiedzieć. Być może w dni dla profesjonalistów było lepiej, ale ta sobota… Nikomu już się nic nie chciało, dowiedzieć się czegoś na stoiskach, to w większości wzrokiem zabijali – ale nie powiem, były też wyjątki. O cenę ciemierników nawet nie pytałam, ale wpadły mi w oko, bo piękne i mogłabym przygarnąć 😉 Magnolie też, ale póki co nie mam dla nich miejsca, więc się nie interesowałam. Ja to głównie nasiona sprawdzałam i narzędzia. Te to bym mogła wynieść hurtowo, bo mam straszne braki. I ogromnie mi się te metalowe paleniska podobały – będę męczyć Pana Męża o zrobienie takowego 😉 Jestem ciekawa jak wygląda Zieleń to Zycie w Wa-wie na koniec wakacji. Wtedy ciut większe możliwości aranżacji, jako że roślin więcej można użyć. Tylko samej to mi się nie chce jechać :/ Ktoś chętny?

 

  • Sprostowanie bę­dzie delikatne, bo wydźwięk tego co napisałaś Madziu może być mylący: moje wystąpienie nie dotyczyło bloga jako narzędzia w działalności gospodarczej nie zarabiania na samym blogu jako takim. Chodziło o wykorzystanie go bardziej jako nośnika informacji i narzędzia prezentacji samej firmy i jej oferty a także kanału komunikacji z klientem. W przypadku mojej działalności blog na tym etapie już bardzo mocno wspiera działalność gospodarczą (nie mylić zarabia na wpisach sponorowanych etc. bo to jest raczej zarabianie na samym blogu) i jest w pewien sposób `twarzą` firmy, czymś co przyciąga część klientów do niej. I tak bardziej o tym kierunku mówiłam 🙂 Zarabianie na blogu w klasycznym rozumieniu – reklamy, wpisy to nieco inna bajka i tu największy potencjał reklamowy maja firmy wykonawcze, które pokazują swoją prace . To daje największe możliwości współpracy reklamowej i za całkiem sensowną kasę.

 

  • O matko! Jesteś ekologiczną skarbnicą wiedzy! Nie zdawałam sobie sprawy ze szkodliwości sypania soli. Przeszkadzał mi głownie fakt brudnych butów i spodni. Ale widze jakie groźne dla środowiska i nie tylko jest jej stosowanie :/. Taką wiedzę należy rozpowszechniać!

 

  • Podobno nie ma złej pogody, są tylko słabe charaktery 🙂 Ja tam jestem i śniegiem i mrozem zachwycona i jak dla mnie teraz mogłoby być Boże Narodzenie. Jak to wygląda na mieście nie wiem, bo dalej siedzę w domu chora, ale jak znam życie pewnie wszystko płynie. Dobrze, że chociaż za oknami pozostało śnieżnie, sielsko,anielsko.
    Bardzo pouczający post, przeczytałam z zapartym tchem. Zaciekawiły mnie zwłaszcza halofity. Aż chyba zajrzę na Google co to za jedne 🙂

 

  • Pięknie piszesz, czytać się chce 🙂 Chociaż temat na końcu smutny. Do Ogrodu Krasińskich nie zaglądam już, nie chcę patrzeć na spustoszenie. A o miedzach ostatnio pisała też Maja – dobrze robicie, Dziewczyny, trzeba ludziom kłaść do głowy, to o czym dziadowie wiedzieli, a teraz „wykształciuchy” zapomniały 😉 Pozdrawiam cieplutko 🙂

 

  • Ale się napracowałaś nad tym wpisem. Posiadasz ogromną wiedzę. Bardzo dziękuję, że się nią z nami tutaj podzieliłaś. Dzięki temu wpisowi dowiedziałam się, że niestety takie oczko w ogródku wymaga ogromu pracy i przy zakładaniu, no i później przy utrzymywaniu go w należytym, pięknym stanie. Patrząc realnie i odpowiedzialnie wybiłam sobie ten pomysł z głowy. Jak mi się zachce wypić herbatę nad pięknym oczkiem, zerkając na cudowne lilie, podziwiając złote rybki, słuchając brzęczących owadów, oglądając kolorowe motylki to ….. wpadnę do Was. Magda B.

 

  • One green hour – świetne hasło 🙂 Te warsztaty musiały być rewelacyjne! Za rok na biorę pod pachę koleżankę architektkę krajobrazu, zaciągnę ją do Poznania i nie odpuszczę jej warsztatów. A ja pójdę potowarzyszyć i posłuchać o jakich ciekawych tematach debatują specjaliści. Tematyka jest bardzo moja, bo ja wręcz zachęcam siostrzeńca do szukania śladów wiosny, przyglądania się drzewom w poszukiwaniu gniazd ptaków czy grzebaniu w ziemi i sianiu rzodkiewek. Współczesne dzieci nie znające zapachu ziemi muszą być nieszczęśliwe, chociaż pewnie o tym nie wiedzą.
    Widzę, że odnotowałaś nawet fakt mojej (i nie tylko mojej) dekonspiracji 😀 W takim towarzystwie nie warto się ukrywać 🙂
    Jak dobrze, że przez stoiska z ozdobami i zającami tylko przebiegłam, robiąc parę poglądowych fotek, bo zakaz fotografowania stroików jest po prostu słaby.

 

  • Aaaleś zdjęć narobiła, kobieto! kiedy ty to zrobiłaś! ja mam takie same, ale i tak pokażę;-p
    Te lody waniliowo- owocowe takie już zwiędłe były, prawda? I wiesz, nie zostaliście do końca, ale w ten dzień dla publiczności publiczność została olana totalnie- od 15.30 trwało rozmontowywanie stoisk, o 17 już nic nie zostało:-( sala florystyczna np. całkiem opróżniona. Dobrze, że choć ekspozycję wyprzedawali- ja kupiłam tego sztucznego maka:-DDD, a ludzie targali kwitnące magnolie.
    To my ci bardzo dziękujemy za cudowne spotkanie, tęczowy dworzec i gorrrące ptasie radio:-))) i do zobaczenia jak najszybciej. Bym zobaczyła twoje warzywka na grządkach, i nowy strumień:-)
    A który ogródek pokazowy się tobie najbardziej podobał, hę?

 

  • Swoim, dzisiejszym postem sama pokazujesz, że NAPRAWDĘ zasłużyłaś na wyróżnienie!!!
    Uśmiałam się do łez, czytając tego posta:)))
    Wiem ,wiem nie byłoby mi do śmiechu, gdyby to wszystko mnie spotkało, ale…
    No micha mi się sama śmieje nawet teraz jak piszę ten komentarz:)))))))

Ja biegnę na gorącą herbatę, świętować będziemy cały tydzień – krok po kroku pokazywać Wam będę zmiany jakie zajdą w Pracowni i kierunki w jakim pójdziemy. Wszelkie sugestie mile widziane 🙂

Dobrego wieczoru Wam życzę!