Ogród jest… kobietą

Pomyślałam sobie, że dawno nie było na blogu swobodnego wpisu o ogrodach. Takiego z nutką lifestylu, trochę kontrowersyjnego, zaczepnego, dowcipnego. Mam już zaplanowane dla Was wpisy właściwie  do końca roku, a dzisiaj rano postanowiłam wyłamać się z tego rytmu poukładanych tematów i na 100 lecie odzyskania niepodległości i 100 lecie wywalczenia przed polskie kobiety praw wyborczych wysmarować Wam nieco kontrowersyjny pewnie i pełen schematów wpis o tym, że ogród jest… kobietą 🙂

Skąd ten pomysł? Sama nie bardzo wiem – chyba od dawna chodził mi po głowie, ale nieubrany jeszcze w słowa i tytuł. Od jakiegoś czasu pracuję nad zmianami na blogu, intensywnie się szkolę i uczę, stawiam z pomocą innych osób Zmalowany Sklep, otworzyłam twórczo własny umysł i ruszyłam koło zamachowe kreatywności. Nie to, że wcześniej kreatywna nie byłam – ale w natłoku obowiązków domowych i zawodowych, powtarzalności pewnych działań i – co tu dużo mówić – rutyny, ta kreatywność taka rozlazła się zrobiła.

Zima

Siadałam przed pustą kartką, patrzyłam na wypełniony po brzegi kalendarz i gapiłam się w tą kartkę i gapiłam… bez względu na to, czy był to szkic, rysunek, obraz czy projekt ogrodu – moje kolorowe myśli, moje wizje tego co chcę stworzyć nie mogły się przebić, nie potrafiłam znaleźć tego magicznego połączenia między myślą a ręką przelewająca tę myśl na papier.

Zaskoczył mnie wówczas ten bezruch. Jak zimowy ogród. Cichy, spokojny, zasypany. Albo zaspany – jak kto woli. Bezpieczny. Taki stan, kiedy leżysz pod kołdrą i wiesz, że musisz wstać, ale w nieskończoność odwlekasz moment wystawienia stopy na ziąb czy odgarnięcia kołdry… brrrr. A wieczorem wiesz, że trzeba rozpalić w kominku, ale jak pomyślisz sobie, że po drwa trzeba iść, a tam zawieje i zamiecie, to się odechciewa. Wiesz, że musisz, ale odwlekasz. Kwadrans, godzinę, dwie. Czasami cały dzień, albo tydzień. A później święta jakieś, koniec roku się zbliża – a Ty nagle otrząsasz się z letargu, zbierasz w sobie i zakasujesz rękawy. I co? I robota idzie. Frunie. Szybko, sprawnie, aż dziwisz się że wcześniej nie zaczęłaś – wszak to takie fajne uczucie, kiedy robisz i coś jest zrobione! Może nie doskonale, może nie najpiękniej – ale JEST.

Wiosna

I wówczas czujesz się jak ogród na wiosnę – myślałaś że ona nigdy nie nadejdzie, że w tym marazmie niedźwiedzim doczekasz kolejnej zimy. A tu nagle niespodzianka – najpierw przebiśniegi, jako pierwsze wystawiają zielone igiełki i białe łebki. Chociaż nie – wcześniej pachnie miodem  – to oczary kwitną. Po spacerze nad rzeką jesteś obsypana żółtym pyłem jakbyś miała spotkanie z Wróżką Dzwoneczkiem – a to tylko pyłki z leszczyny i brzozy. Zaraz po nich fioletowe główki wystawiają krokusy, szafirki i inne wiosenne kwiaty. Zielone pąki pękają tak, że prawie to słychać, a młode listki wirują w słońcu rozwijając się bardziej i bardziej… Wiesz co się stało? Matka Natura zaczęła działać – zupełnie jak Ty, moja droga Kobieto 🙂 

A działanie to najlepszy sposób na podkręcenie kreatywności, na wyjście z marazmu, na poczucie własnej siły, wartości, sprawczości. Bo samo nic się nie zrobi. Nic (no chyba że masz  dzieci w domu – wtedy WSZYSTKO samo się robi :P)

Nakręcona sukcesami – tymi małymi i większymi – idziesz dalej. A razem z Tobą rozkwita ogród; bezlistne gałązki owocowych drzew obsypały się kwieciem. Pszczoły murarki wykluły się ze swoich kokonów i wyczołgały na słońce – kilka chwil na wysuszenie skrzydełek, kilka ruchów „na próbę” i… frrrr – poleciały. Odtąd przy dobrej pogodzie do końca września będziesz słyszała miarowe bzyczenie pszczół, trzmieli i innych owadów. Matka Natura zaczęła – tak jak Ty – od przebiśniegów, a teraz? Wielotorowo, na wszystkich frontach TYLE SIĘ DZIEJE, że nie sposób skupić się na jednym aspekcie ogrodu! Wschodzą pierwsze warzywa – bo je wysiałaś – wschodzą też pierwsze dwuletnie – bo same się wysiały, to Twoje plony z zeszłego roku, ale pracowałaś na to w poprzednim sezonie!  Tak samo ma się sprawa z jednorocznymi- kosmosy, aksamitki, lobelie, smagliczki… setki, tysiące  przecudnych gatunków! Dobrze przycięte krzewy wydają mnóstwo kwiecia, a zaraz za kwiatami zawiązują się owoce. Ogród jest  jak spójna kompozycyjna całość, dobrze zaplanowana, dobrze dobrana, jest fantastycznym ciągiem przyczynowo skutkowym – bo miałaś plan i zaczęłaś działać.

Lato

Mała kawa, małe wakacje – czas letni. Teraz czas na to, aby wszystko ewoluowało, przekształcało się, rosło w siłę i krzepło. Twój ogród, Twoje praca, Twoja twórczość szykują się do wydawania plonów. Teraz, po bardzo intensywnej pracy musisz zadbać o to, aby nie zmarnować tego, co się pojawiło.

Podlewasz, pielęgnujesz, przycinasz, wyrywasz chwasty – według planu nie chcesz mieć chwastów w ogrodzie, prawda? Ani rozpraszaczy w życiu – zaciemniają widoki, nie pozwalają rosnąć pomysłom, odciągają od celu, dają chwilową przyjemność, a później zalewa Cię fala wyrzutów sumienia. Odpoczywać można doglądając sukcesów z kubkiem kawy czy herbaty. Albo zimnej lemoniady. Wtedy właśnie wyciągasz wnioski i typujesz zmiany, wymiany, przetasowania. W życiu i w ogrodzie 🙂 Bo ogród jest kobietą – zmienną i jednocześnie cudownie przewidywalną.

Jesień

Wróciłaś z wakacji i nie poznajesz ogrodu – istny BUSZ. Automatyzacje i pomocni ludzie pielęgnowali i pilnowali Twojego dzieła – nic nie zmarniało. Wszystko wyrosło i wydało plony. Cudowne plony – pachnące, kolorowe, obfite.  Nie spoczywasz jednak na laurach – o nie! Show must go one!

Pracy nadal sporo – nie zwalniasz. Jedną ręką zbierasz ogórki i pomidory, drugą już nanosisz zmiany na przyszły sezon, na nowe otwarcie. To wysadzisz, to przesadzisz, tego chcesz więcej – a to się nie sprawdziło – won na kompost. Nie – nie zmarnuje się – będzie pożywką dla nowych roślin, tak samo jak wnioski które  wyciągasz  z każdej porażki.

Co zebrałaś przetwarzasz, gospodarujesz, mrozisz, dzielisz się z innymi. Cudownie prawda? A to wszystko dlatego, że zaczęłaś działać, zrobiłaś pierwszy krok, wyszłaś z domu, zaczęłaś działać już wtedy, zanim zakwitły przebiśniegi 🙂

Zima

Ogród opatulony i wyszykowany do spoczynku. Wiesz już co wyszło, a co nie. Co się sprawdziło, a co zawiodło. Gdzie są mocne strony ogrodu, a gdzie te słabe. Co jeszcze możesz zrobić sama, a co trzeba zlecić bo nie masz siły, umiejętności, narzędzi. Schodzisz do spiżarki i uśmiechasz się na widok pełnych półek – ogórki w 5 smakach, kiszone pomidorki i te suszone, w zalewie oliwnej… Buraczki z ćwikłą i bez, kompoty w 10 wariantach. Marynowane opieńki, dynia w occie, mus jabłkowy. Suszone zioła – melisa, szałwia, oregano. W zamrażarce porcjowane dynie i cukinie, pod belką warkocze czosnku i cebuli. Włoszczyzna pokrojona w słupki zalana zalewą tylko czeka na dodanie do zimowej zupy. W zielonym butelkowym szkle pysznią się nalewki zatkane korkiem – starczy do lutego. Do czasu, aż kolejne przebiśniegi na znak Matki Natury wychyla zwoje zielone igiełki listków i białe, drżące łebki.

Czy Ty będziesz wtedy znowu siedziała nad pustą białą kartką, czy będziesz segregować i układać  to, co stworzyłaś przez zimę? Masz ochotę opatulić się kocem i zniknąć? Bo nic nierobienie jest fajne, a spod kocyka świat wygląda tak bezpiecznie? Nie szkoda Ci sezonu? 

Koło zamachowe jak raz się rozrusza, to łatwo się kręci – naprawdę. Kiedy stanie, cały proces wyciągnięcia kreatywności z niedźwiedziego letargu trzeba zaczynać od nowa. A to trwa – czasami dłużej niż byśmy chciały.

Nam Kobietom takie wahania są doskonale znane 😉 Kobiety są zmienne jak te ogrody, jak pory roku. Panowie też się zmieniają – żeby było sprawiedliwie. Wszak całe koło życie kręci się dla wszystkich równo. Biznesy również bywają zmienne – raz mamy hossę, raz passę. raz zwyżki – raz zniżki. Raz jedziemy na wozie – a raz go ciągniemy 🙂  Mamy lepsze dni, miesiące, sezony. Ważne jest jednak, aby nigdy nie zwalniać tak, że się zatrzymamy. Bo za każdym razem ciężej jest ruszyć z miejsca.

Dobrego dnia!