Ogrody w mieście

Poprzedni rok upłynął mi na na pracy z Klientem indywidualnym i działaniach bardziej offline. Wiele projektów zostało zrealizowanych, inne odłożone do szuflady, jeszcze inne leżą i czekają na decyzje, albo „lepsze czasy”. Pierwszy raz od naprawdę długiego czasu postanowiłam również wyjechać na dłużej niż tydzień i wyściubić przy tym nos z Polski – nasz objazd po europejskich miastach i zwiedzanie tamtejszych ogrodów, ogrodów botanicznych, parków czy terenów zieleni był bardzo udany i obfitował w masę zdjęć. Bardzo dokładnie przyjrzałam się jak wyglądają ogrody w mieście począwszy od Polski, przez Słowację, Węgry, Chorwację, Italię i Niemcy. I byłam pod ogromnym wrażeniem różnorodności oraz mimo wszystko – wspólnego mianownika tych ogrodów.

Nie będzie dzisiaj tego przeglądu bo pisałabym do jutra, a Wy czytalibyście to do środy 🙂 Ale chciałam Wam krótko opowiedzieć o tym wspólnym mianowniku i o tym, co mnie popchnęło do tego, żeby te miejsca odwiedzić i na co szczególnie zwracałam na tych wycieczkach uwagę.

O tym jak ważną rolę pełnią ogrody w mieście  będzie jutro w Poznaniu podczas prelekcji MIASTO PEŁNE OGRODÓW mówiła moja koleżanka po fachu Agnieszka Hubeny – Żukowska. Jeżeli macie po drodze, to naprawdę warto wpaść i posłuchać.

Kluczowe jest więc pytanie PO CO zakłada się ogrody w mieście? I jaka jest ich historia?

Z punktu widzenia jednostki ogrody dają nam wytchnienie po pracy, możliwość ruchu na świeżym (powiedzmy) powietrzu, obcowanie z przyrodą, możliwość jej obserwacji, możliwość uprawy własnych warzyw czy owoców. To także miejsce zabaw dla dzieci (mamy je przy okazji na oku i pod ręką), miejsce spotkań z przyjaciółmi i wspólnego biesiadowania. Dla wielu Panów własny ogród z garażem czy kącikiem warsztatowym daje możliwość „wyżycia” się w taki właśnie, majsterkowy sposób – w bloku tego nie ma! Wiem, bo mieszkałam:)

Z szerszego, społecznego  punktu widzenia, ogród to przede wszystkim zielone płuca miasta, a właściwie ich część zaraz obok parków, skwerów, zieleni miejskiej i tej osiedlowej. To element tkanki miejskiej od wieków – bo ogrody przydomowe powstawały już w starożytności i bynajmniej nie były to tylko zagony z fasolą 🙂

Z obu tych punktów widzenia ogrody w mieście spełniają funkcję filtrów zanieczyszczeń, ekranów dźwiękochłonnych czy zielonych ogrodzeń.

I nie wolno zapomnieć o zwierzętach – dla nich ogrody przydomowe to istne korytarze migracyjne, miejsca w których można zdobyć pożywienie, spotkać partnera, wydać na świat potomstwo. Oczywiście nie będę czarować, że wszystkie te zwierzęta są przez nas ukochane i mile widziane 🙂 Ale na bank są ważne dla innych zwierząt. Kurcze, wszyscy ze szkoły pamiętamy przecież prosty schemat łańcucha pokarmowego. Okrutne? Sama natura. I ogrody przydomowe pozwalają nam obserwować ten fascynujący świat.

A jaka jest historia ogrodów w mieście? 

Ogrody jako takie powstawały już w starożytności. I to na każdej szerokości i długości geograficznej na której cokolwiek rosnąc mogło. Tam gdzie nie było wody – doprowadzano ją, tam gdzie bywało wietrznie – osłaniano rośliny. Tam gdzie zamiast urodzajnej ziemi był piach – dowożono ją. Czyli parcie na ogrody było ogromne.

Na początku ogrody  tworzono dla władców, kapłanów, bogaczy. Im bliżej naszych czasów, im większa świadomość społeczeństw, tym większa była dostępność do ogrodów. A tam, gdzie nie było możliwości alby przy domu czy kamienicy stanął ogród, wymyślono jakże europejski wynalazek – ogrody działkowe. Pracownicze Ogrody Działkowe, Rodzinne Ogrody Działkowe.

I tak – to wszystko były ogrody w mieście.

A ten wspomniany wspólny mianownik o którym pisałam na wstępie?

W każdym kraju jaki odwiedziłam ogrody wyglądały nieco inaczej. W każdym rosły inne rośliny – co akurat nie dziwi, bo byliśmy aż w basenie Morza Śródziemnego 🙂 Każde były nieco inaczej rozplanowane – w Chorwacji na przykład warzywa i owoce uprawiano od frontu razem z roślinami ozdobnymi, podczas gdy u  na warzywniki lądują raczej na tyłach ogrodu, a od frontu królują tzw przedogródki.

Zdecydowanie w krajach południowych w każdym ogrodzie stały dziesiątki roślin w donicach – u nas  donice stoją na tarasach i balkonach – tam absolutnie wszędzie, nawet na schodach!

Ale wszędzie gdzie byliśmy z ogrodów korzystali ludzie i zwierzęta. Ogród w mieście spełniał swoje podstawowe funkcje. Wszędzie takie same. I pompatycznie zakończę – to jest piękne!

Bo to najlepszy dowód na to, że zieleń łagodzi obyczaje, a ogrodnik z ogrodnikiem (nawet tym miejskim) dogada się zawsze i wszędzie. Nawet po węgiersku 🙂

Wszystkiego Zielonego!