Nie taka tuja straszna, jak ją malują

żywotnik zachodni

Legendy maja to do siebie, że zawsze jest w nich ziarno prawdy. To samo plotka, chociaż ta potrafi urosnąć do miana opowieści science fiction, i narobić niezłego bigosu. Tak samo jak krążące w sieci, mrożące krew w żyłach opowieści o tujach, co to nas trują podstępnie i czyhają na nasze zdrowie. Zupełnie jak te drzewa co piratom drogowym na podwójnym gazie  wbiegają pod koła ich samochodów, albo wilki co to dziec z zagrody porywają… To teraz kilka słów o tym, że nie taka tuja straszna jak ją na fejsbuku malują.

Nasza bohaterka tuja to nic innego jak żywotnik zachodni, najpopularniejsza „tuja” naszych ogrodów. O odmianach nie będę pisać, znajdziecie te wiadomości na stronie każdej szkółki która żywotniki sprzedaje. Jak większość drzew, krzewów, ziół, kwiatów czy roślin ma w sobie coś, co nazywamy „olejkami eterycznymi”. To ciekłe, lotne substancje znajdujące się w różnych częściach roślin. U jednych są w liściach albo igłach, u innych w gałązkach, w korzeniach, w korze – natura jest pod tym względem bardzo pomysłowa. Rośliny takie z reguły mocno i intensywnie pachną, zwłaszcza jak się je „zrani”, czyli w przypadku ogrodnika – przycina, formuje, strzyże, zrywa, albo w jakikolwiek inny sposób do nich dobiera. Czasami olejki eteryczne wydzielane są podczas kwitnienia po to, żeby zwabić owady, a czasami żeby zwierzę odstraszyć intensywnym zapachem. Niektóre rośliny wydzielają takie olejki po to, aby zaszkodzić konkurencji 🙂 To znaczy, że olejki te i inne substancje wydzielane przez roślinę hamują, utrudniają lub uniemożliwiają wzrost w pobliżu innych roślin.

Tuja ma te olejki w swoich łuskach i gałązkach, a ten toksyczny związek który powoduje zatrucia to tujon. Tujon jednak nie występuje tylko w tujach – jest składnikiem olejków eterycznych w szałwii lekarskiej, piołunie, wrotyczu. I jak słusznie można wydedukować, generalnie nie szkodzi pod warunkiem, że jego stężenie jest niewielkie i nie zjadamy tujowych gałązek w sałatce, ani nie wrzucamy ich do zupy 🙂

Tym bardziej, że tujon zawarty jest także w alkoholach sporządzanych z piołunu – zarówno gorzkiej wódki piołunówki jak i popularnego wśród bohemy Paryża absyntu.

Absolutnie WSZYSTKIE olejki eteryczne w nadmiarze szkodzą. Są dawki  śmiertelne nawet jeżeli chodzi o wywar z rumianku, zapach lawendowy czy przyprawioną jałowcem dziczyznę. Każda dawka każdej substancji ma swoje oddziaływanie obojętne, lecznicze i toksyczne.

Zakładając ogród warto pamiętać o roślinach trujących pisałam o tym w poście „Zmiana dekoracji i cyjanek w ogrodzie” KLIK – i edukować, przestrzegać i jeszcze raz edukować swoje dzieci, rodzinę, znajomych odwiedzających ogród.

Trujące są choćby konwalie (a wszyscy je w maju na komunię dzieciom kupują), śmiertelnie niebezpieczne są naparstnice (ale kto zjada kwiaty naparstnicy???), irysy, powojniki, a nawet piwonie. 

Mnóstwo roślin jakie mamy u siebie w domu to również rośliny trujące – ich soki potrafią być drażniące dla naszej skóry i bardzo toksyczne dla zwierząt. Co nie znaczy, że mamy mieć na parapetach plastikowe kwiatki.

Spanie na świeżym sianie też jest szkodliwe – można się nie obudzić. Trzeba poznać świat jaki nas otacza, zrozumieć jego mechanizmy i nie rozpuszczać plotek rodem „kornik nam Puszczę zjada, to wytnijmy Puszczę”… pozbędziemy się kornika.

I nie panikować. Żywotniki powinny być dobrze wkomponowane w ogród, a przede wszystkim w krajobraz. Dobrze dobrane gatunki i nasadzenia z żywotników potrafią naprawdę ogród upiększyć. Ale trzeba podejść do tematu z głową. Bo nie taka tuja straszna jak ją malują 🙂