Co w lutym w ogrodach piszczy?

brukselka warzywnik

Co w lutym w ogrodach piszczy? Bo to że piszczy, to wiadomo – na zeszłotygodniowym wypadzie do Arboretum w Kórniku widziałam na własne oczy! I pal licho, że oczary pyszniły się żółtymi i pomarańczowymi frędzelkami, że kaliny migotały maleńkimi, różowymi kwiatuszkami, że pączki magnolii pękały w szwach, a ptaki podśpiewywały radośnie „przedwiośnie!… przedwiośnie!…”

Starczyło wejść między drzewa, w płożący bluszcze (ciiiiichooo – wiemy, nie powinnyśmy!) , żeby zobaczyć pąki ciemierników tylko chwilowo zastygłe w oczekiwaniu na nieco więcej słońca. Jasnozielone listki narcyzów z żółtymi pąkami owiniętymi półprzejrzystą, bibułkową otoczką  w pełnej gotowości. Igiełki krokusów ostro stawiające czoła śniegom, czy najbardziej wysunięte na przód w tym wyścigu kwitnienia przebiśniegi. Wszystko to wywoływało wielki uśmiech na naszych twarzach.

Ale to był park. Arboretum. Kto z nas ma oczary w ogrodzie, albo kalinę wonną? Niewielu – a szkoda, tak na marginesie.

A co piszczy w lutym w ogrodzie?

Wiosenne kwiaty cebulowe już wschodzą. Lepiej żeby za bardzo im się nie spieszyło, bo jak mocno przymrozi, to je przemrozi. Ale kto nie wypatruje ich w luty w utęsknieniem? Niech tylko centymetr czy dwa wyskoczą przebiśniegi i każdy ogrodnik odstawia radosny taniec szamana 🙂

Na warzywnych grządkach królują jarmuż, por i brukselka. Można je spokojnie zbierać, bo przemrożone smakują najlepiej. Kiedyś u mnie w domu liście jarmużu wykorzystywano głównie jako ozdobę – w smaku twardawe, nie były tak słodkie jak liście sałaty. Kiedy poszłam „na swoje”, zdobyczne liście jarmużu zaczęłam  dusić i podsmażać jak kapustę (dla mnie gołąbki mogłyby być tylko z kapusty :)) włoską, albo pak choi – podlane woda są wówczas miękkie i smaczne. Ale znalazłam przepis na chipsy z jarmużu – od JADŁONOMIA – KLIK. Zawsze to lepsze niż chemiczne chrupki sklepowe.

własne zbiory

Sklepowe półki już uginają się od nasion, ogrodniczych dodatków, donic, nawozów… wow… można oszaleć z nadmiaru dobroci. A w nas zew wiosenny się odzywa i najchętniej wykupilibyśmy wszystko i wysiali połowę. Rzeczywiście, niektóre nasiona już od dobrych dwóch tygodni powinny być wysiane – ale nie wszystkie. I nie od razu.

Luty to już ostatni dzwonek na wysianie nasion bylin wymagających stratyfikacji, czyli przechłodzenia. Takie nasiona muszą być przez okres 2-3 miesięcy poddane działaniu niskich temperatur. Wysiew oczywiście tradycyjny – do kuwetki lub wielodoniczek i na zewnątrz, na mróz. Nie wolno zapomnieć o opisie wysianych roślin – na nasza pamięć w tej kwestii nie ma co liczyć.

W lutym wysiewamy natomiast nasiona roślin jednorocznych o długim okresie wegetacji. Najczęściej siejemy lobelie, petunie, werbeny i żeniszki – to najpopularniejsze i najdłużej wschodzące kwiaty. Te – zgodnie z instrukcjami na odwrocie opakowań – trzymamy w optymalnych warunkach.To znaczy muszą mieć ciepło i wilgotno.

Z wysiewami warzyw radzę się wstrzymać. No, może por w tej chwili jest dobrym pomysłem. Oraz bakłażan i papryka, bo też długo wschodzą i późno  zakwitają – reszta może poczekać do marca. Tak samo inne kwiaty jednoroczne – czekamy!  O tym dlaczego czekamy napiszę jeszcze w osobnym poście.

Co zrobić jak ręce nas świerzbią na więcej? Propozycje mam trzy:

  1. pobrać OGRODOWNIK i rzetelnie spisać wszystko co mamy (zwłaszcza nasiona) co mamy; osobno odłożyć wszystko co przeterminowane i zobaczyć ile nas kosztuje to niekontrolowane szaleństwo
  2. wysiać nasiona na kiełki – 3 dni i masz świeże, smaczne, zdrowe „zielone” na kanapkę.
  3. wysiać nasiona sałat na świeże listki (baby leaf) i zajadać do oporu

O tych wysiewach też Wam jeszcze opowiem. Za mną już trzykrotne zapełnienie kiełkownicy, więc na kolejną odsłonę zaproszę kamerę 🙂

Tymczasem do zapisanych na Newsletter poleciał Planer Pracowni – zapiszcie co tam macie w planach na luty i koniecznie dajcie znać co już wysialiście, a z czym czekacie 🙂

Zielonego Lutego Wam życzę – i pamiętajcie o Gardenii!