Influencer Live Poznań jako event internetowych twórców

ILPoznań zakończył się w niedzielę, a ja od soboty zastanawiam się, czy publikować na blogu relację ze spotkania internetowych twórców. Przyznam – miałam zagwozdkę i to niezłą. Relacjonowałam tutaj niezmiennie Spotkania Blogerów Ogrodniczych, opisywałam co tam słychać na targach Gardenia czy Zieleń To Życie, robiłam relacje z imprez branżowych, wyjazdów, podróży, wakacji… ale INFLUENCER??? Kto to u diabła jest i co ma do ogrodów? Zaraz wszystko wyjaśnię, posegreguję, pogrupuję.

Na świecie od zawsze byli ludzie wpływowi. Mieli władzę, pieniądze, znajomości, koneksje, dobre (właściwe) urodzenie, albo po prostu byli utalentowani. Mieli wpływ. Na opinie, decyzje, modę – na życie innych ludzi. Kiedyś, kiedy jeszcze nie było tyle świata on line w naszym życiu, kiedy pisało się listy, a nie sms-y,  spotykało przy kawie, a nie na scypie, kiedy ludzie skrzykiwali się po prostu, a nie tworzyli wydarzenie na Facebooku – wtedy ludźmi wpływowymi byli aktorzy, piosenkarze, projektanci mody, prezenterzy telewizyjni, politycy, pisarze, malarze, księża.

Oni kształtowali obraz i światopogląd innych ludzi. Mieli do tego wykształcenie, talent, charyzmę i… swoich wyznawców (wyborców, fanów – zwał jak zwał). Z biegiem czasu ilość tych profesji się rozrastała. Teraz jest nieograniczona. Każdy, absolutnie każdy MOŻE zostać influencerem, choć nie każdemu się to uda 🙂

INFLUENCER, za WhitePress to:

„Influencer musi publikować treści i być aktywny w mediach społecznościowych, gdzie przede wszystkim buduje swoją markę. Wpływowy lider musi być na bieżąco z newsami z branży, a ponadto chętnie dzielić się swoją opinią, wiedzą czy doświadczeniem. Nie zaszkodzi również aktywnie uczestniczyć w branżowych konferencjach i spotkaniach. Jeśli sumiennie stosować będzie się do tych zaleceń szybko stanie się cenionym Influencerem.”

(TUTAJ cały tekst, wytłumaczenie, przykłady)

Tak jak pisałam, influencerzy działają głównie w mediach społecznościowych, w Internecie. Mają swoje blogi, kanały na YouTube, fanpejdże na Facebooku, konta na Instagramie, ćwierkają na Twitterze… jest ich wielu. Tysiące, żeby nie powiedzieć miliony. Gwiazdy świecące od lat i te wschodzące. Kobiety i mężczyźni. Młodzi i starsi. Poukładani i kompletnie szaleni 🙂 Są także setki influencerskich Żuczków, którzy chcą być tacy jak oni.

I raz na jakiś czas, ci ludzie chcą się spotkać razem NA ŻYWO. Pogadać i spojrzeć sobie w oczy. Podzielić się wiedzą, spostrzeżeniami, przemyśleniami. Uczyć innych i samemu coś ze spotkania wynieść. Spotkać się z tymi, dzięki którym istnieją – ze swoimi fanami, ale także Klientami, przedstawicielami Agencji Reklamowych, Markami. Dać się poznać (to o Żuczkach). I pozwolić się rozpoznać (to o Gwiazdach).

Co więc u diabła JA tam robiłam? Ani ja Żuczek, ani Gwiazda. Ot, skromny architekt krajobrazu, projektant terenów zielonych, twórca bloga Pracownia w Dolinie, ogrodnik we własnym ogrodzie… 😉 Influencer jakby… ? Na to pytanie odpowiem na samym końcu, a teraz o tym, co było na ILPoznan

Dużo ludzi.

Jest ich coraz więcej. Jedni ugruntowani w swojej pozycji, inni badają, jeszcze inni wschodzą. Jedni mają parcie na szkło, inni nie muszą – szkło samo na nich napiera. Jedni osiągnęli wielki sukces, inni chcą do nich doskoczyć. Czasami za wszelką cenę. Są współpracownicy wielkich Marek, Instytucji i tacy, którzy mają swoje własne produkty. Są też tacy, co się unikają, bo kiedyś tam coś zazgrzytało i w myśl zasady  – nie wchodzimy dwa razy do tej samej rzeki – omijają się szerokim łukiem. Przekrój ludzi, kanałów na których publikują, mody którą ze sobą niosą, przekazu, tematyki… ogromna. Ludzi tych trzeba posadzić, ogarnąć, nakarmić i napoić – od tego są Organizatorzy i Sponsorzy.

Dużo roboty (nie zawsze wdzięcznej)

Od zapewnienia Sponsorów są Organizatorzy, którzy sami są Influencerami. Trzeba się nie bać, mieć gadane, mieć poukładane, umieć negocjować, kupować i sprzedawać. Brać ale i dawać. Trzeba być strategiem. To wielka sztuka, ogromna odpowiedzialność, bo finalnie i tak się nie zadowoli wszystkich 🙂

Na ILPoznań tematyka była na najwyższym poziomie chyba na wszystkich salach – jeden zgrzyt nie rozwalił systemu. Sponsorów było wielu, każdy dawał tyle ile mógł – osobiście byłam zadowolona, robiłam zdjęcia  tagowałam. I tutaj pojawia się pierwszy problem Influencera – NIE WSZYSTKICH tagowałam. Nie dlatego, że ich nie lubię, ale ich wizerunek nie pasuje do mnie jako człowieka (nie piję łiskacza) ani jako do architekta (nie jeździłabym SMARTem :P).

Ale kawę już pijam o czym pisze na blogu i w social mediach często, więc nie miałam problemu z COFFEE JOURNEY, tak samo z LIDLem. Do WACOMa się nie dostałam, ale już dostałam zaproszenie do WACOMczuchów, za co dziękuję (nie pisałam do nich – sami mnie znaleźli, bo się pożaliłam, że kolejki – widzicie jak to działa :)) U Joanny Gałązki i Oli Mrowiec z PRYSKANE-NIE SZKODZI byłam trochę służbowo i trochę prywatnie. Zegarki ROSEFIELD mi się podobają, więc też nie miałam z nimi problemu. I podobno można w nich pracować (rozsądnie) w ogrodzie.

Trzeba wybierać. Dużo ludzi, dużo roboty, dużo wiedzy, dużo… pokus. Świadomość własnej marki (rozpoznawalnej z czasem twarzy) jest cholernie ważna.

Dużo wiedzy

Ilu prelegentów, tyle tematów. Ilu uczestników, tyle opinii. Nie zawiedli stali prelegenci, czołówka polskiej blogosfery. O wielu projektach nie miałam pojęcia, dotarło także do mnie w jak zamkniętym ogrodniczo – ekologicznym świecie ja żyję.

I o ile Tomek Tomczyk, Paweł Tkaczyk, Michał Szafrański, Szymon Hołownia, Robert Biedroń (tak, też był, choć zdawaliśmy sobie sprawę, że przelotem, z konwencji kobiet i chwilę przed wyborami :)), Marta Krasnodebska, Ola Budzyńska czy Janina Bąk to ludzie znani jakoś tak ogólnie, marketingowo, blogowo, rozrywkowo,  to nie wiem jak to się stało, że brylując po blogach i social mediach, nie słyszałam o takich ludziach jak Maciej Budzich, Michał Górecki czy Krzysztof Gonciarz… czas to naprawić, w końcu nie mam TV, powinnam mieć więcej czasu 🙂

Tematy poruszane na ILPoznań nie dotyczyły ogrodnictwa, bo i nie za bardzo mogły. Tutaj liczą się tematy raczej ogólnorozwojowe, które każdy może zaadaptować do swojej twórczości. Wyjątkiem był trend Zero Waste i Dziewczyny Od Makram oraz warsztaty kulinarne.

Było więc sporo o hejcie, dobrych praktykach, błędach jakich należy unikać. Statystykach, współpracach, etyce. Kierunkach w jakich zmierza świat on line, media społecznościowe, blogi. Wartości dodane, finanse, przedsiębiorczość, marketing. Pozyskiwanie środków (finansowych) i dzielenie się sukcesem (finansowym) z innymi. Pomoc. Prawo do marki, prawo do decyzji, miny na jakie można wejść chcący i niechcący. O odpowiedzialności odmienianej przez wszystkie przypadki.

O tym, że twarz i nazwisko ma się tylko jedno.

Kwestia plagiatów i burzy wywołanej przez umieszczenie cudzych przepisów kulinarnych w swoim płatnym ebooku i podpisania się pod dziełem własnym nazwiskiem, wywołała pomruk niezadowolenia. Tak samo publiczność podzieliła się, kiedy podano przykład skutecznego zaproszenia kilku wpływowych (także światowych) Twórców do promowania Arabii Saudyjskiej jako „fajnego kraju” w tym samym tygodniu, w którym na jaw wyszło, że władca tejże Arabii zlecił skrócenie o głowę pewnego dziennikarza. Takich rozmów, dyskusji i dylematów było naprawdę wiele, a pokazywało to skalę problemów z jakimi muszą zmierzyć się Influencerzy.

Przy takich dysputach problem barterów (współpracy za prezent),  wysokość wynagrodzenia za wpis sponsorowany, jakości artykułów czy też wpływ UU (unikalnych Użytkowników – czyli Was, kochani Czytelnicy) na popularność bloga to pikuś. Bułka z masłem. Coś, co w świetle tak potwornie szybko zmieniającego się świata, wartości i zasad jakie światem rządzą, wywołują uśmieszek i rzewne wspomnienie czasów minionych, kiedy blogowe wpisy zaczynały się od słodkiego: „KOCHANY PAMIĘTNICZKU…”

Skoro tam byłam, to czy jestem Influencerem?

Tak. Uważam się za influencera, za twórcę, który publikuje, dzieli się nowościami i doświadczeniem, edukuje, pomaga, inspiruje, wskazuje drogę tym, którzy jej szukają. Lubi i chce uczestniczyć w takich konferencjach po to, aby poznawać ludzi, aby się uczyć, być na bieżąco z nowościami. Dać się poznać. Chcieć pomagać.

Pierwszy raz, kiedy zostałam rozpoznana na ulicy to był dla mnie szok. Dla mojego Męża podwójny. „Widzisz? – powiedział – mówiłem Ci, nie pokazuj na blogu swojego zdjęcia!”

Dziś świecę swoją twarzą na każdym spotkaniu, ale ginę w tłumie.

Pierwsza konferencja na którą mnie zaproszono to wykład na Zieleń To Życie – mówiłam wówczas o drzewach uwikłanych w paragrafy.

Pierwsza konfrontacja z ludźmi na dużej sali, z ich pytaniami, swoimi odpowiedziami, odmiennym zdaniem. Wszystko jeszcze w stylu studenckich prezentacji, merytorycznej wiedzy, akademickich dyskusji. Dałam radę i bardziej stresowałam się tym, że technika nie zadziała, niż tym, że mam DO LUDZI mówić.

Potem były artykuły w prasie, kilak współprac wybieranych bardzo starannie, znowu prelekcja. Spotkania, porady ogrodnicze. Eventy, nowe technologie. Nowe możliwości.

Nie mam parcia. Ale mam marzenia i nie zawaham się ich spełnić. Widzę, że świat się zmienia. Robię swoje najlepiej jak potrafię. Wiem jednak, że jeżeli odpuszczę, to nie nadgonię tych zmian. Nie wskoczę do jadącego pociągu. Nie do takiego pędzącego.

Nie w dobie, w której 10 letnie dzieciaki mają swoje kanały na YouTube, a ich marzeniem jest teraz być znanym Youtuberem. Na pytanie o czym będzie kanał, odpowiadają – o czymkolwiek… jeszcze nie wiem.

Ale wiedza już, że będą znani, lubiani, że będzie brokat i fajerwerki, zdjęcia i popularność. No i hajs, czyli kasa. Duża najlepiej. Co zadecyduje o tym, czy im się uda? Czy wiedza i wartości nadal będą się liczyły? Za  10 lat może spotkam ich na kolejnym ILPoznan- czy będę miała o czym z nimi rozmawiać?

I nie chodzi tu o różnicę wieku,  ale o podejście do tematów, jakie w tym roku poruszane były na jednym z największych konferencji poświęconej wpływowym twórcom internetowym Influencer Live Poznań.